http://www.zdzislawkulis.ecom.com.pl/

Odwiert w Cudzynowicach

ujęcie wody siarczkowej (fot. Zdzisław Kuliś)

Cudzynowice, 1-05-2015

We wtorek 21 kwietnia w Zespole Szkół Rolniczych w Cudzynowicach odbyła się wzniosła i zapewne historyczna uroczystość. Otóż w tym dniu w obecności kilkuset osób w tym Marszałka Sejmiku woj. Świętokrzyskiego Adama Jarubasa, burmistrzów i wójtów z sąsiednich gmin, radnych powiatowych i gminnych, kierowników i dyrektorów instytucji, wielu znakomitych osobistości i innych gości zostało przekazane ujęcie wód geotermalnych, których odwiert prowadzono od września 2014 roku na terenie Zespołu Szkół Rolniczych w Cudzynowicach, sąsiadujących z Kazimierzą Wielką.

ujęcie wody siarczkowej (fot. Zdzisław Kuliś)

Odpowiedni dokument, Pan Adam Nowak szef Krakowskiego Konsorcium Globeko, które prowadziło prace wiertnicze, przekazał staroście kazimierskiemu Janowi Nowakowi. A jak to się zaczęło?

Postaram się opowiedzieć historię, którą zapamiętałem jako dwudziestokilkuletni młodzieniec. W połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku masowo prowadzono odwierty, również na naszym terenie w poszukiwaniu ropy naftowej. Jednym z nich był odwiert w Chruszczynie Wielkiej. I tu należy się sprostowanie. Wszystkie media oraz osoby podają, że tego historycznego odwiertu dokonano w Odonowie, co nie jest zgodne z prawdą, ponieważ widziałem gdzie stała wieża wiertnicza i skąd wypływała woda.

Było to po lewej stronie drogi Odonów - Chruszczyna Wielka za terenem, gdzie była kopalnia gliny do cegielni. Jest to około 800 metrów od granicy Odonowa i Chruszczyny Wielkiej. Miejsce to mogę wskazać dziś. Ja pochodzę z Chruszczyny Wielkiej, ale w tym czasie mieszkałem już w Donosach, gdzie pracowałem w Gromadzkiej Radzie.

(fot. Zdzisław Kuliś)

W pobliżu tego odwiertu mieszkali moi rodzice. Będąc u nich w odwiedzinach poszedłem do wieży, aby zobaczyć z bliska. A, że byłem ciekawy, rozmawiałem z robotnikami, którzy chętnie pokazali mi jak to działa. Wtedy jeszcze o wodzie nie było mowy. Aż tu po jakimś czasie, pewnego dnia idąc z Donos do Kazimierzy Wielkiej, gdy dochodziłem do łąk, które dzielą Donosy i Kazimierzę Wielką poczułem dziwny zapach. Jak się później okazało był to zapach siarki.

Gdy podszedłem bliżej łąk zobaczyłem płynącą od Odonowa rzekę wody, która nie mieściła się w istniejącym tam rowie i rozlewała się na łąki, po czym spływała do rzeki Małoszówki. Nad tą wodą unosił się dość gęsty opar i czuć było ten nietypowy zapach. W Kazimierzy dowiedziałem się, że to z odwiertu w Chruszczynie Wielkiej. Więc tam poszedłem.

Na miejscu dowiedziałem się, że nie zadziałał zawór bezpieczeństwa i dlatego tak się stało. Obecni tam ludzie mówili, że dwóch robotników zostało poparzonych, szczególnie mieli porażone oczy i poparzone ręce i odwieziono ich do szpitala. Wytrysk miał tak duże ciśnienie, że słup gorącej wody sięgał kilkunastu metrów nad ziemię. Kiedy tam byłem, to jej wypływ był już częściowo zatamowany i nie był tak wielki.

Z badań wiadomo, że w rejonie Kazimierzy Wielkiej znajdują się ogromne podziemne złoża wód termalnych i siarczkowych o niespotykanej w Polsce i Europie wydajności. Ich zasoby szacuje się na cztery miliony metrów sześciennych.. Dlatego władze powiatu kazimierskiego podjęły decyzję o dokonaniu odwiertu i wykorzystania tych wód do ogrzewania i w lecznictwie.

Po występach artystycznych uroczystość zakończono poczęstunkiem przy szwedzkim stole.

Zdzisław Kuliś

Józefa Miszczyk wspomina ojca...

Józefa Miszczyk z domu Pajączek i Zdzisław Kuliś podczas czytania wiersza (fot. ze zbiorów Zdzisława Kulisia)


Skalbmierz, 10-08-2015

Wzruszające wydarzenie miało miejsce podczas środowych uroczystości z okazji 71. rocznicy bitwy o Skalbmierz. Na tą uroczystość jak co roku przyjechała córka Józefa Pajączka poległego w tej bitwie. Józefa Miszczyk z domu Pajączek urodzona w Chruszczynie Małej powiecie kazimierskim od siedemnastego roku życia zamieszkuje w Krakowie. Pracowała w szkole podstawowej jako nauczycielka, a przez wiele lat była dyrektorem szkoły do której uczęszczało ponad 1200 uczniów. Obecnie jest na emeryturze.

Józefa Miszczyk z domu Pajączek, córka Józefa i Heleny ur. 16 IV 1945 r. w Chruszczynie Małej o swoim ojcu pisze tak:

Ojciec Józef Pajączek, absolwent rybnickiego Gimnazjum, po zdaniu matury, ratując się jako nieliczny z rodziny przed aresztowaniem przez Niemców i wywozem do obozów niemieckich, ucieka do swojego kolegi gimnazjalnego z ławy szkolnej Stanisława Lutego z Topoli. Upatrując w ucieczce szansy ocalenia, ukrywa się u rodziców kolegi w Chruszczynie Wielkiej. Pilnuje ogrodu i pomaga w gospodarstwie. Ponieważ zna dobrze język niemiecki zostaje zatrudniony jako tłumacz języka w gminie Nagorzany (obecnie Wielgus).

Tam poznaje moją mamę Helenę z d. Cieśla, absolwentkę Szkoły Handlowej w Krakowie, przy ul. Szlak 5, pracującą w tejże gminie jako referent finansowy. W lutym 1944 r. zawierają związek małżeński w kościele parafialnym w Gorzkowie.

Ojciec ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych. Działa w konspiracji jako partyzant i żołnierz AK 106 DP Inspektoratu "Maria" w Krakowie pod pseudonimem Lemis. Jako kapral podchorąży trafia do nowotworzonego oddziału dyspozycyjnego II Batalionu 120 pp. AK, "Szturmówki" pod dowództwem ppor. Franciszka Kozłowskiego ps. Brzoza II.

Młody i odważny patriota, pochodzący z rodziny powstańców śląskich. Siostrzeniec komendanta Alfonsa Zgrzebnioka, pseudonim Rakoczy, bohatera powstań śląskich, dowódcy I i II Powstania Śląskiego. Jednego z czołowych przywódców ruchu narodowo-wyzwoleńczego na Górnym Śląsku, który wraz ludem śląskim sprawił, że część piastowskich ziem powróciła do macierzy.

Do aktywnych członków powstańców śląskich zweryfikowanych przez Związek Powstańców Śląskich należeli rodzice Ojca, którzy narażając swoje życie przewozili nielegalną prasę, kolportowali ulotki. Dziadek będąc kierownikiem pociągu wiedział, gdzie są bezpieczne skrytki i schowki, tym samym wspomagał babcię jako kurierkę w działaniu, chroniąc Jej życie.

Babcia prasę dostarczała nawet do Rzymu. Z te rodziny pochodzi ks. bp Gerard Kusz, siostrzeniec Alfonsa Zgrzebnioka, brat cioteczny mojego ojca, pracujący jako bp pomocniczy od 1985 r. początkowo w Diecezji Opolskiej, a od 1992 r. w Diecezji Gliwickiej.

O tym, że ojciec działa w partyzantce nie wiedziała moja Mama. Wiadomość o śmierci ojca całkowicie ją zaskoczyła i bardzo boleśnie dotknęła całą Rodzinę. Tato zapłacił najwyższą cenę. Zginął w Skalbmierzu 5 sierpnia 1944 r. w obronie miasta Skalbmierza z rąk hitlerowskich oprawców, przed którymi uciekł z rodzinnego Rybnika.

Pogrzeb na cmentarzu parafialnym w Gorzkowie odbył się późną nocą, 7 sierpnia 1944 r. w pełnej konspiracji.

Prawie 9 miesięcy później 16 kwietnia 1945 roku pojawiłam się na świecie ja, Jego córka. Jak mówiono o mnie w rodzinie - pogrobowiec. Od najmłodszych lat zostałam wychowana w atmosferze szacunku do uczciwej pracy, która jako jedyna mogła mi dać prawdziwą satysfakcję. Wpojone słowa i czyny przez dwie ukochane mi osoby: mamę i babcię zaprocentowały w moim późniejszym, dorosłym życiu.


delegacja Koła SŻAK z Kazimierzy Wielkiej składa kwiaty przed pomnikiem, w środku Józefa Miszczyk z domu Pajączek
(fot. Zdzisław Kuliś)


Na tą okoliczność Zdzisław Kuliś kazimierski poeta regionalista i fotografik napisał wzruszający wiersz pt. O losie czegoś mnie pokarał, w którym pokazuje losy córki poległego w bitwie o Skalbmierz Józefa Pajączka, pseudonim Lemis, urodzonej już po jego śmierci. Zdzisław Kuliś wiersz zadedykował Józefie Miszczyk z domu Pajączek, która jest jego młodszą koleżanką ze szkolnych młodzieńczych lat i zaprezentowali go wspólnie wiernym podczas uroczystej mszy świętej, którą odprawił ksiądz kanonik Marian Fatyga proboszcz Skalbmierskiej parafii w dniu 5 sierpnia za poległych w Skalbmierzu. Wiersz wywołał zaskoczenie wśród wiernych, był on miłą niespodzianką, po mszy wiele osób nie kryjąc zadowolenia składało im gratulacje przed przemarszem na cmentarz.

Ewelina Adamska


O losie czegoś mnie pokarał

O losie okrutny czegoś mnie pokarał?
Jeszcze w łonie matki zostałam sierotą.
I chociażby człowiek najbardziej się starał
Zwykłego kamienia nie zamieni w złoto.

I za co niebiosa tak mnie ukarały?
Od pierwszego dnia życia, oddechu pierwszego.
Ojcowskiego ciepła poczuć mi nie dały,
Nie dały rączkami dotknąć ciała jego.

Nie dały potargać za jego czuprynę
Swymi rączętami jak to dzieci czynią.
Na kogóż mam zrzucać za to wszystko winę?
Na kogóż? Czy Boga mam obciążać winą?

Że mój ojciec nigdy nie chodził na wywiadówki.
Nie poprowadził do pierwszej Komunii Świętej.
Nie pogładził rękami mojej małej główki
Za dobre cenzurki córki dość pojętnej.

Że zawsze brak mi było ojcowskiego męstwa,
Bo przecież drogi usłanej różami nie miałam.
Nie udzielił także ojcowskiego błogosławieństwa,
Kiedy w związek małżeński wstępowałam.

Czy mam obwiniać miasteczko czarnym dymem spowite,
Gdzie paliły się domy i dobytek mieszkańców?
A krzyki ludności i wrzaski dzieci niesamowite
Nie wzruszały niemieckich oprawców.

Gdzie huki wystrzałów karabinowych
Zagłuszały ludzi błagalne wołanie.
Gdzie w odwecie wielu chłopców do walki gotowych
W obronie miasteczka do bitwy powstanie.

A wśród nich odważny mężczyzna,
Dzielny i nieprzeciętnej urody,
Któremu bliskie było słowo "Ojczyzna",
A przecież był bardzo młody.

Zginął w wieku dwudziestu dwu lat,
Zostawiając smutek żonie niedawno poślubionej.
Nawet nie widział żegnając ten Świat
Córki dopiero za kilka miesięcy urodzonej.

Piątego sierpnia 1944 roku
Poległ w bitwie o wyzwolenie Skalbmierza,
Gdzie wojska hitlerowskie mordowały wokół
Ludność cywilną i Polskiego żołnierza.

Zginął, lecz pamięć po Nim pozostała.
Józef Pajączek. "Lemis" pseudonim jego.
Imię po ojcu córka otrzymała,
A historia już oceniła tej tragedii winnego.

Wiersz ten dedykuję Józefie Miszczyk z domu Pajączek, mojej koleżance ze szkolnych młodzieńczych lat, z którą przemierzaliśmy ten sam korytarz, te same sale lekcyjne, to samo boisko sportowe, z którego codziennie maszerowaliśmy gęsiego do klas po rannym apelu w Szkole Podstawowej w Wielgusie, której kierownikiem był niezapomniany przeze mnie Jan Maniak.

Zdzisław Kuliś; Donosy k/ Kazimierzy Wielkiej; 5 sierpnia 2015 roku

 


Walczyli o wyzwolenie Ojczyzny

 

Symboliczna uroczystość odbyła się 26 lipca w 71. rocznicę powstania Kazimiersko- Proszowickiej Rzeczpospolitej Partyzanckiej w Kazimierzy Wielkiej.
O godzinie 10.30 odprawiona została msza Święta w kościele parafialnym Podwyższenia Świętego Krzyża, którą celebrował ksiądz proboszcz Janusz Mularz. Po mszy złożono kwiaty pod tablicą pamiątkową przy Samorządowej Szkole Podstawowej nr 1. Tym samym oddano cześć żołnierzom, którzy walczyli o wyzwolenie Ojczyzny. Kwiaty złożyli zastępca burmistrza Miasta i Gminy Kazimierza Wielka Łukasz Maderak wraz z Moniką Szaleniec – dyrektorem Samorządowej Szkoły Podstawowej Nr 1 i Robertem Szaleniec – radnym gminy Kazimierza Wielka oraz Józef Belski przewodniczący kazimierskiego Koła Stowarzyszenia Żołnierzy A.K. wraz z Andrzejem Bieniasem- zastępcą przewodniczącego i Władysławem Rybą-skarbnikiem.

Natomiast bardzo uroczyste spotkanie odbyło się o godzinie 18- tej przed kapliczką w Sielcu Kolonii na której jest wmurowana tablica pamiątkowa ku czci poległych w walce o wyzwolenie tego regionu z hitlerowskim okupantem. Przybyło na nią wiele osób ze Skalbmierza i okolicznych miejscowości. Byli członkowie Stowarzyszenia Żołnierzy AK z Kazimierzy wielkiej z przewodniczącym Józefem Belskim, członkowie Stowarzyszenia Ziemi Proszowickiej Gniazdo z Proszowic z przewodniczącym Rafałem Chmielą i wiele innych osobistości. Uroczystość rozpoczęła msza święta celebrowana przez księdza kanonika proboszcza parafii Skalbmierz Mariana Fatygę, który wygłosił bardzo patriotyczną i pouczającą homilię. Siedemdziesiąt jeden lat temu tu na tych polach rozegrała się krwawa bitwa aby powstrzymać wroga. W walce z okupantem ginęli nasi rodacy, znajomi i krewni mówił ksiądz proboszcz. Dlatego tu pod tą kapliczką spotykamy się corocznie aby podtrzymywać pamięć o nich. Ta kapliczka i nie tylko ta jest symbolem naszego chrześcijaństwa, naszej wiary. Dał temu wyraz Zdzisław Kuliś tu obecny, który wydał album Mieszkać wśród Świętych, gdzie znajdują się wszystkie kapliczki, figury i krzyże z terenu gminy Kazimierza Wielka oraz wiersz Kapliczka.

Przemówienia okolicznościowe wygłosili: Józef Belski - przewodniczący kazimierskiego Koła Stowarzyszenia Żołnierzy AK, Piotr Binkowski - dyrektor Gimnazjum w Skalbmierzu oraz Henryk Pomykalski historyk z Proszowic były dyrektor Zespołu Szkół w Piotrkowicach Małych. Głos zabrał również sekretarz Miasta i Gminy w Skalbmierzu Mirosław Magnes, który między innymi w ciepłych słowach powitał zebranych i podziękował za tak liczne przybycie. Były też poczty sztandarowe: Stowarzyszenia Żołnierzy AK z Kazimierzy Wielkiej i Szkoły w Skalbmierzu.

Na koniec uroczystości zostały złożone wiązanki kwiatów, które złożyli: sekretarz Miasta i Gminy Skalbmierz- Mirosław Magnes, dyrektor Gimnazjum Piotr Binkowski od szkół i nauczycieli, zastępca burmistrza Miasta i Gminy Kazimierza Wielka Łukasz Maderak oraz przedstawiciele proszowickiego Stowarzyszenia Ziemia Proszowicka Gniazdo z Proszowic- Rafał Chmiela i Zbigniew Jeleń.

Po uroczystości dla chętnych było spotkanie w kawiarence przy parafialnej w Skalbmierzu przy kiełbasce z grilla i kawie.

Zdzisław Kuliś

Skalbmierz w hołdzie ofiarom pacyfikacji

Skalbmierz pamięta. W desz­czowe środowe popołudnie od­były się uroczyste obchody 71. rocznicy pacyfikacji miasta oraz bitwy o Skalbmierz. Wydarzeń, które zapisały się w historii Kazimiersko-Proszowickiej Rzeczpospolitej Partyzanckiej.

5 sierpnia 1944 roku nie­mieccy i ukraińscy żołdacy za­mordowali 79 bezbronnych mieszkańców. Tego samego dnia żołnierze Armii Krajowej stoczyli krwawy bój o miasto. Zginęło 20 partyzantów, ale Skalbmierz ocalał.

Nasza biało-czerwona

Środowe uroczystości miały skromniejszą oprawę niż przed rokiem. Wtedy obchodzi­liśmy „okrągłą" 70. rocznicę -był głośny spektakl pieńerowy „Dzień grozy, ognia i krwi" na rynku miasta.

Przedwczoraj najwięcej uwagi przyciągała „nasza naro­dowa". Wielką biało-czerwoną flagę, o długości ponad 20 me­trów, niosło dumnie czternaś­cie mażoretek w niebieskich mundurkach. Dziewczęta kro­czyły na czele kolumny pod­czas przemarszu przez miasto. Po nich - orkiestra strażacka, poczty sztandarowe, delegacje samorządów, szkół, stowarzy­szeń i organizacji, mieszkańcy.

Główny punkt rocznico­wych obchodów stanowiło spotkanie przed pomnikiem poległych i pomordowanych. Z wyrytym na cokole napisem: „Pomnij na dzień ów, dzień gro­zy, ognia i krwi". Orkiestra za­grała hymn narodowy, pochy­liły się sztandary...

Rymy w świątyni

Jako pierwszy kwiaty u stóp obelisku złożył Michał Markie­wicz, burmistrz Skalbmierza. Potem przedstawiciele - samo­rządu powiatowego, organiza­cji kombatanckich, szkół, stra­żacy, wiceprzewodniczący sej­miku Tadeusz Kowalczyk.

Sprzed pomnika - do świą­tyni. Uroczystą mszę w kolegia­cie, w intencji ofiar pacyfikacji, odprawił proboszcz Marian Fa­tyga. Wygłosił też kazanie, przypominając nam, co znaczą słowa: Bóg, honor, ojczyzna. Wolność i patriotyzm.

Podczas nabożeństwa słu­chaliśmy wzruszającego wier­sza „0 losie czegoś mnie poka­rał", autorstwa poety i regiona­listy Zdzisława Kulisia. Poświę­conego pamięci „Lemisa" Józe­fa Pajączka - żołnierza Armii Krajowej, który oddał ży­cie w obronie Skalbmierza 5 sierpnia 1944 roku.

ADAM LIGIECKI

(Echo Dnia)

Rozmowa ze Zdzisławem Kulisiem,

badaczem historii i regionalistą z Donosów

 

Kiedy w1944roku tworzyła się Kazimiersko-Proszowicka Rzeczpospolita Partyzancka był pan małym chłopcem. Pamięta pan coś z tamtego okresu?

Nie, miałem wtedy tylko czte­ry lata. 0 tych wydarzeniach tak naprawdę dowiedziałem się później, w domu rodzin­nym, kiedy dojrzewałem. Do szkoły podstawowej cho­dziłem z córką Józefa Pającz­ka, żołnierza Armii Krajowej z Chruszczyny Małej, który zginął bohatersko w obro­nie Skalbmierza. To pomogło mi zrozumieć wiele spraw.

Wtedy, w epoce „peerełu", mó­wiło się o tym otwarcie?

Ależ skąd. Armia Krajowa, Rzeczpospolita Partyzancka, bitwa o Skalbmierz - to były tematy tabu. Rozmawiało się o tym nieoficjalnie - w domu, z najbliższymi, w wąskim gro­nie. Po cichu. To były zupeł­nie inne czasy, inny ustrój.

Związany pan jest ze środowi­skiem kombatanckim. Regular­nie bierce pan udział w rocznico­wych obchodach - w Kazimierzy Wielkiej, w Skalbmierzu. Co to dla pana znaczy?

Staram się być na każdej tegó rodzaju uroczystości. Dla mnie to ważne wydarzenia, tak jak to środowe - obchody 71. rocznicy pacyfikacji Skalbmierza. Wyda­rzenia historyczne, ale i patrio­tyczne. To sprawy, które doty­czą jnas wszystkich, Polaków. Także tu, w naszej „małej oj­czyźnie". Musimy pielęgnować pamięć o Polsce, znać jej histo­rię. Uważam, że to nasz patrio­tyczny obowiązek.

Rozmawiamy podczas obcho­dów 71. rocznicy pacyfikacji Skalbmierza. Jak pan sądzi-do­ciera to dzisiaj do młodych, inte­resuje ich?

Wydaje mi się, że nie interesują się zabardzo historią. Niewiele ich to obchodzi. A szkoda, bo to nasze korzenie, tożsamość narodowa. Młodzi mają dzisiaj inne priorytety. Tak sobie my­ślę, że zaczną się interesować tymi sprawami dopiero wtedy, kiedy będą dorośli.

ADAM LIGIECKI

Zdzisławie, wszystkiego najlepszego!

jubilat w otoczeniu najbliższych (fot. Ewelina Adamska)
Donosy, 15-09-2015

W niedzielę 13 września kazimierski poeta regionalista i fotografik, współpracujący z IKP Zdzisław Kuliś świętował 75 rocznicę swoich urodzin. Urodził się 13 września 1940 roku w Chruszczynie Wielkiej. Od 1960 roku zamieszkuje w Donosach koło Kazimierzy Wielkiej.

Przez 51 lat pracował w Urzędzie Gminy w Kazimierzy Wielkiej w księgowości. 20 lat był głównym księgowym w gminie, a przez 10 lat w kazimierskiej Powiatowej i Miejskiej Bibliotece, pracując równocześnie w gminie.

Obecnie jest na emeryturze i nadal pisze wiersze. Do tej pory wydał kilka książek, najważniejsze z nich to: Wiersze dla potomnych, Mieszkać wśród Świętych i Krętą ścieżką mijających lat. Ponadto wydał kilka broszur i zorganizował kilkanaście wystaw fotograficznych. Do tej pory napisał około 300 wierszy, średnio siedmiu zwrotkowych, ale są też poematy 30 zwrotkowe, a jeden ma ich 74 i nosi tytuł Od Darola do Bodziocha. Jak uchylił nam rąbka tajemnicy, obecnie pracuje nad opowiadaniem. Tematów ma dużo, zebranych przez jego długie, pracowite życie.

Na urodziny zjechała cała rodzina do Zajazdu Słonecznego w Donosach, gdzie spotkano się przy pysznym obiedzie serwowanym przez właścicieli zajazdu Renatę i Mirosława Gajdów tj. córkę i zięcia pana Zdzisława. Nie obyło się przez lampki szampana, przy którym odśpiewano sto lat, a czekoladowy tort smakował wyśmienicie.

Ewelina Adamska

Proszowickie Stowarzyszenie Hodowców GRiDI zorganizowało Małopolski Zielononóżki Kuropatwianej

oficjalne otwarcie festiwalu (fot. zbiory autora)

Proszowice, 24-09-2015

Po raz piąty Proszowickie Stowarzyszenie Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza zorganizowało Małopolski Festiwal Polskiej Zielononóżki Kuropatwianej w Proszowicach. W niedzielę 20 września na placu targowym przy ul. Królewskiej. Już o godzinie szóstej rano w pochmurny poranek zrobiło się rojno i gwarno w halach targowych, aby na godzinę siódmą wszystkie zwierzęta hodowlane przywiezione przez właścicieli w specjalnych klatkach były gotowe do otwarcia wystawy tych zwierząt.

Prace nad jej urządzeniem rozpoczęły się już w sobotę i trwały niemal całą noc. Wystawiono mnóstwo zwierząt drobnego inwentarza, których nie sposób było policzyć, a wśród nich były kury różnych ras, a z nimi ma się rozumieć zielononóżka kuropatwiana, koguty tej rasy i innych, gołębie różnych ras, a także ryś polski - jako, że wystawa była pod nazwą: Pokaz i ocena rysia polskiego (starego typu).

na festiwal przybyły tłumy (fot. zbiory autora)

O godzinie dwunastej w Kościele parafialnym p.w. Wniebowzięcia N.M.P. w Proszowicach odprawiona została msza święta, po niej z okazji święta Franciszka z Asyżu odbyło się poświęcenie zwierząt, których jest On patronem. Później wszyscy uczestnicy przeszli na plac targowy, a nominowani do tytułu księżnej i księcia przejechali zaprzęgniętą w piękne araby bryczką. Tam o godzinie trzynastej trzydzieści wystąpiła "Orkiestra Dęta Syrena" z Czuszowa, a o godzinie czternastej odbyło się uroczyste otwarcie Festiwalu.

Otwarcia dokonał jak co roku prezes Stowarzyszenia Proszowickich Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza - Waldemar Bucki. Powitał on w ciepłych słowach wszystkich zaproszonych gości oraz innych uczestników imprezy, którzy co roku przychodzą na tę uroczystość (a trzeba stwierdzić, że co roku jest ich co raz więcej). Wśród zaproszonych gości była również miss Polski 2014/2015 - Ewa Mielnicka, wiceminister Pracy i Polityki Społecznej - Władysław Kosiniak-Kamysz oraz skarbnik Zarządu Głównego Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza w Tarnowie - Stanisław Wójcik.

poloneza czas zacząć, Wojciech Kozak z Jolantą Calik (fot. zbiory autora)

Z kolei zabrali głos niektórzy zaproszeni goście: wicemarszałek województwa małopolskiego - Wojciech Kozak, burmistrz Proszowic - Grzegorz Cichy, starosta proszowicki - Grzegorz Pióro, prof. Andrzej Dubiel i inni. Głos zabrała także miss Polski, która wyraziła zadowolenie i podziękowanie za zaproszenie oraz za to, że mogła brać udział w tak świetnej i pożytecznej imprezie. Po wystąpieniach nastąpiło nadanie tytułów Księżnej i Księcia Zielononóżki Kuropatwianej na rok 2015/2016. Honory te otrzymali: Grażyna Kozak - Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Lecznictwa Otwartego w Wieliczce i Eugeniusz Herbert - Dyrektor Instytutu Zootechniki - Państwowego Instytutu Badawczego Kraków/Balice. Aktu nadania dokonał wicemarszałek Wojciech Kozak, który wręczył parze książęcej pokaźne akty nadania i złote korony.

Miss Polski i burmistrz Proszowic (fot. zbiory autora)

Przyszedł czas na występy artystyczne, które zapoczątkował Zespół Tańca Ludowego z CKiW w Proszowicach. Dzieci i młodzież zaprezentowali tańce ludowe. Gwoździem tego programu był pięknie zatańczony polonez, do którego dołączyli: para książęca Grażyna Kozak i Eugeniusz Herbut, wicemarszałek Wojciech Kozak z Jolantą Calik z Instytutu Zootechniki Kraków Balice, miss Polski Ewa Mielnicka z burmistrzem Proszowic Grzegorzem Cichym. Po pięknej zabawie był wzruszający występ artystyczny Joanny Nawrot z repertuarem Anny German. Jest to uzdolniona śpiewaczka, która prezentuje sopran liryczno - koloraturowy oraz śpiew operowy. Jej śpiew zachwycił zebranych gości, co zaowocowało niesamowitym aplauzem.

Pani Joanna występowała dwukrotnie. Po krótkiej przerwie zaprezentowała widzom arie operowe. Po zakończeniu brawom nie było końca, a jej występ musiał zakończyć się bisem. Jej głos o niepowtarzalnej skali - Z wielką swobodą koloryt zmieniał. Wprowadzał w zachwyt wszystkich, co przed sceną stali, - Wywołując u nich stan zachwycenia. Wciąż wyżej i wyżej i wyżej wciąż - Brzmiały tony piosenek znanych, - Wędrując na spotkanie z tą - W której było tysiące zakochanych. To cytat z mojego wiersza pt. "Jej Głos". Następnie wystąpili artyści z Zespołu Szkół w Piotrkowicach Małych z programem artystycznym, którzy pięknie zaprezentowali wiele znanych piosenek. Ze swoim programem wystąpił również Zespół Artystyczny "Na Krakowską Nutę".

pani Ewa poznaje gołębi papieskiego (fot. zbiory autora)

Podczas trwania występów artystycznych odbywał się konkurs kulinarny potraw przygotowanych na bazie produktów tradycyjnych Stowarzyszenia Zielononóżka, przez Koła Gospodyń Wiejskich. Nagrody rzeczowe dla Pań ufundowane przez licznych sponsorów wręczył wicemarszałek Wojciech Kozak, a były to Koła Gospodyń Wiejskich z następujących miejscowości: Ostrów, Klimontów, Łaganów, Lelowice, a także Klub Zielononóżki Kuropatwianej przy Kole Gospodyń Wiejskich w Szreniawie. Nagrodzona została również klasa gastronomiczno - kelnerska Zespołu Szkół im. Kamila Godlewskiego w Piotrkowicach Małych.

Wręczono także trzy nagrody w postaci kryształowych pucharów i dyplomów od Instytutu Zootechniki Państwowego Instytutu Badawczego Krajowego Koordynatora Ochrony Zasobów Genetycznych Zwierząt za popularyzację idei ochrony ras rodzimych, które otrzymali : Zdzisław Kuliś - poeta regionalista i dziennikarz z miejscowości Donosy koło Kazimierzy Wielkiej, Stanisław Bucki - rolnik z Mniszowa k/Brzeska i historyk Henryk Pomykalski z Proszowic.

od lewej Ewa Mielnicka, Waldemar Bucki, Zdzisław Kuliś, Joanna Nawrot - sopranistka (fot. zbiory autora)

Wiele nagród w konkursie plastycznym zorganizowanym dla dzieci wręczył prof. Andrzej Dubiel. Wręczono również nagrody dla hodowców drobnego inwentarza, które były wcześniej oceniane przez sędziowską komisję, a eksponowane w klatkach w hali targowej. Nagrody w tej konkurencji otrzymali: Darek Szymański w rasie zielononóżki kuropatwianej I miejsce, Ireneusz Kopeć w tej samej rasie II miejsce i Jacek Tworek w tej samej rasie III miejsce.

Za króliki nagrody otrzymali: Józef Olszak za królika rasy olbrzym belgijski I miejsce, Agnieszka Król - królik miniaturka II miejsce, Państwowy Instytut Badawczy w Balicach - królik popielański biały III miejsce. Przyznano również nagrody dla gołębi różnych ras i tak: Zdzisław Walczyk - ryś karpacki (stary typ) I miejsce, Waldemar Bucki - ryś polski (stary typ) II miejsce i Eugeniusz Gwóźdź - ryś karpacki (stary typ) III miejsce. Wszyscy w/w otrzymali puchary i dyplomy.

gołębie papieskie (fot. zbiory autora)

Prowadzącymi Festiwal byli Katarzyna Siwiec i Mieczysław Czuma znani krakowscy dziennikarze. W trakcie Festiwalu była prowadzona degustacja produktów regionalnych "Zasmakuj w Małopolsce". W przerwach uroczystości odbywała się licytacja zwierząt hodowlanych.

Festiwal zakończył się zasłużonym poczęstunkiem, a główną rolę odgrywał stół proszowicki Anny i Waldemara Buckich z Lelowic, a w nim między innymi smakowita kaszanka. Nie zabrakło też kawy dla chętnych, herbaty a także napojów chłodzących.

Wszystko to zostało zorganizowane wysiłkiem członków Proszowickiego Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza pod bacznym okiem prezesa Waldemara Buckiego.

wręczenie pucharów i dyplomów, od lewej: Mieczysław Czuma, Henryk Pomykalski, Stanisław Bucki, Zdzisław Kuliś i pracownicy naukowi instytutu (fot. zbiory autora)


Zdzisław Kuliś


Patronat honorowy uroczystości: Minister Rolnictwa Marek Sawicki, Minister Pracy i Polityki Socjalnej Władysław Kosiniak - Kamysz, Wojewoda Małopolski Jerzy Miller, Wicemarszałek Województwa Małopolskiego Wojciech Kozak, Prezes Polskiego Związku Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza Jan Pajka, Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie, Dyrektor Instytutu Zootechniki - Państwowego Instytutu Badawczego prof. dr hab. Eugeniusz Herbut.

Współorganizatorzy: Starostwo Powiatowe w Proszowicach, Urząd Gminy i Miasta Proszowice, małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Karniowicach o/ Proszowice, Polski Związek Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza w Tarnowie, Centrum Kultury i Wypoczynku w Proszowicach, Agencja Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa Proszowice, Giełda Rolna EKROL w Proszowicach.

Partnerem przedsięwzięcia był - Zarząd Województwa Małopolskiego.