http://www.zdzislawkulis.ecom.com.pl/

Czas płynął, a taty nie ma. My młodsze dzieci zaczęliśmy usypiać toż to była noc. Nie mieliśmy się nawet gdzie położyć. Wielkiego bałaganu po niemieckich żołnierzach trudno było ogarnąć, więc mama położyła nas gdzie mogła, a sama wychodziła co trochę na dwór patrząc w kierunku w którym poszli i nasłuchując strzałów karabinowych, bo wszystkiego można się było spodziewać. Była jednak cisza, przynajmniej wtedy, kiedy nasłuchiwała. To były najgorsze chwile w jej życiu, jak potem opowiadała. Kiedy czas się dłużył miała tylko jedno na myśli, że jej mąż, a nasz tata już nigdy nie wróci. Przecież nie poszedł z kolegami, tylko z mordercami, te myśli upewniały ją, że nastąpiło to co najgorsze. Jak będzie żyć sama z piątką małych dzieci, myślała. Tylko to przychodziło jej do głowy.

Aż wreszcie po długim oczekiwaniu tata wrócił cały i zdrowy. Pierwsze pytanie mamy było: czy nic ci nie zrobili? Ano nic odpowiedział po chwili zastanowienia. Minęła północ. Rodzice zabrali się do sprzątania domu, a przede wszystkim tej słomy, na której mieli spać Niemcy. O spaniu tej nocy nie było mowy. Jedynie na siedząco zrobili sobie krótką drzemkę i tak dotrwali do rana. Dopiero na drugi dzień doprowadzili dom do porządku i znowu było jak poprzednio.

Właśnie na drugi dzień zobaczyłem, że tata trzyma w ręku karabin. Najprawdziwszy lśniący karabin, a że byłem z natury ciekawy zapytałem: tata skąd masz ten karabin? Niemcy go sobie zapomnieli zabrać i został, odpowiedział. Ja byłem najmłodszy w naszym domu, więc wszyscy traktowali mnie jako tego, który jeszcze nic nie wie, to można przy nim robić i mówić prawie wszystko. Ale się bardzo mylili, tak rodzice, jak i starsze rodzeństwo, bo ja wszystko co widziałem i słyszałem zapamiętywałem na długo, nawet do dziś.

Tata nie bardzo wiedział, co z tym karabinem zrobić, a przede wszystkim myślał, czy aby po niego nie wrócą. Wszyscy może nie, ale jeden? Więc wziął ten karabin i wyszedł z nim na dwór, a ja za nim, jak to mały chłopiec za ojcem. Nad chlewem był taki stryszek. Tata wziął drabinę, przystawił do drzwiczek prowadzących na ten stryszek, wyszedł po tej drabinie i tam schował karabin. Ja udawałem, że się bawię i nic nie widzę, ale ja wszystko widziałem i zapamiętałem, oczywiście nie mówiąc o tym nikomu ani słowa.

Później długo tego karabinu nie widywałem, aż dnia pewnego, a raczej wieczora przyszedł do nas jakiś pan. Zapamiętałem go. Był to wysoki brunet szczupłej budowy. W domu świeciła się lampa naftowa, to jasności od niej nie było, ale jakoś musiało się z tym żyć. Wtedy tata wyszedł i za chwilę przyszedł z czymś długim zawiniętym w jakąś szmatę, był to chyba worek. Rozwinął, a tam był karabin. Położył go na stoliku, który nazywaliśmy ławką, a służył on dla małych dzieci do jedzenia przy nim. Tata był cieślą, to i stolarkę umiał, więc zrobił nam małe stołeczki, na których się siadało i przy ławce jadło obiad. Ta ławka to było coś takiego jak dzisiejsza ława przy której pije się kawę.

Ten przybysz wziął karabin do ręki, najprzód sprawdził, czy nie jest załadowany i zaczął go rozbierać. Ja się temu przyglądałem i pamiętam, że mieli jakieś ściereczki i płyn, którymi go czyścili bardzo dokładnie. Później złożyli wszystkie części, a po złożeniu przetarli go jeszcze ściereczką i zapakowali do tego samego worka w którym go tata przyniósł. Ten pan posiedział jeszcze trochę spędzając czas na rozmowie z tatą. Potem zabrał ten pakunek i poszedł. Był to prawdopodobnie partyzant, któremu tata przekazał karabin. Przy tym wszystkim nie przypominam sobie mamy, jej tam nie było. Może się położyła w drugim pomieszczeniu, albo poszła na pogaduszki do sąsiadki. Później już nigdy tego karabinu nie widziałem. Zapewne wzbogacił on zasoby partyzanckie, ale jedno mnie nurtowało i do dziś zadaję sobie pytanie: jeżeli tak, to skąd partyzanci wzięli amunicję do tego karabinu. Przecież karabin bez amunicji nie jest do niczego przydatny.

Do dziś nurtuje mnie w tym całym wydarzeniu jedna myśl: Czy żołnierz opuszczając nasz dom spokojnie bez żadnego pośpiechu i nie pod presją, mógł zapomnieć karabinu? Czy nie zauważył, że do tej pory zawsze coś przy sobie miał, a teraz nie ma i to tego za które był odpowiedzialny? Coś mi tu w tym miejscu nie pasuje. A czy czasem nie było tak, że Niemcy po wyjściu z naszego domu i ujściu kawałek drogi zostali jednak przez oddziały partyzanckie zaatakowani i rozbrojeni, a karabinami podzielili się partyzanci? I stąd tata miał karabin. I czy to nie był powód, że tata tak długo nie wracał?

W tych przypuszczeniach utwierdza mnie też to, że w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy moi rodzice już nie żyli spotkałem mojego kuzyna, brata Tadeusza, który to był w naszym domu w czasie okupowania go przez Niemców, także partyzanta. Rozmawialiśmy na różne tematy i on nagle zaczął rozmawiać na temat wojny i zapytał mnie czy coś z niej pamiętam. Odpowiedziałem, że bardzo malutko, ale trochę pamiętam jak Niemcy okupowali nasz dom. A wiesz co się z nimi stało? - zapytał. Wieczorem zebrali się i poszli - odpowiedziałem. A on na to: ale oni daleko nie zaszli, bo zostali rozstrzelani. Zdziwiony zapytałem: tak? A on dalej mówił, że tam zostali też pochowani. Nie bardzo, a w zasadzie wcale nie wierzyłem w to co mi Józek opowiada i po krótkim czasie zmieniliśmy temat rozmowy. W tym czasie miał on już około siedemdziesiątki, więc pomyślałem, że pewno ma urojenia i bredzi.

Tak zaraz po wojnie, jak i kilka, czy kilkanaście lat później nikt o żadnej strzelaninie w tym rejonie nie mówił. Jest faktem, że za naszym domem w kierunku do drogi do której miał ich tata doprowadzić nie było żadnych zabudowań, tylko łąki i pola uprawne, ale przecież gdyby starło się dwudziestu żołnierzy niemieckich i przynajmniej tylu partyzantów, to byłaby strzelanina na wysoką skalę. Prawdziwa wojna. Jest to prawie nie możliwe żeby nikt tego nie słyszał. Jest jeszcze jedna możliwość, że Niemcy poddali się i po zabraniu im broni, bez strzału puszczono ich wolno. Co dalej stało się z Niemcami po opuszczeniu naszego domu nie wiadomo. I zapewne teraz już nic więcej się nie dowiemy.

Jednego w tym temacie żałuję, że nie zainteresowałem się tym wydarzeniem kiedy jeszcze rodzice żyli i ludzie, którzy w czasie wojny byli dorośli. Ale byłem młody jak wielu innych kolegów, żyliśmy młodzieńczym życiem, nie w głowie nam była wojna. Cieszyliśmy się, że jej już nie ma. A potem? Potem żona, dzieci i myśli o rodzinie i cieszenie się z młodości i pięknego Świata. Dopiero teraz, kiedy jestem w wieku mocno dojrzałym i beztrosko spędzam czas na emeryturze, odżyły wspomnienia.

koniec

Zdzisław Kuliś

Andrzejkowe spotkanie emerytów z Kazimierzy Wielkiej

(fot. zbiory autora)
(fot. zbiory autora)

Donosy, 28-11-2018

Do tradycji należy zaliczyć andrzejkowe spotkania emerytów z terenu działania kazimierskiego Oddziału Związku. Tym razem spotkanie takie odbyło się 24 listopada w Zajeździe Słonecznym w Donosach. Wzięło w nim udział około 50 emerytów w różnym wieku i zorganizowane zostało jak zwykle przez Zarząd Związku.

O godzinie piętnastej przewodniczący Wiesław Rębacz serdecznie powitał gości, życząc im wesołej zabawy. No i zaczęło się. Zagrała orkiestra, a uczestnicy ruszyli w tany.

Potem przerwa na konsumpcję, w tym drugie danie obiadowe, i oczywiście pączki oraz napoje, nie pomijając kawy i herbaty, a później zakąski zimne. I tak na zmianę, a czas płynął nieubłagalnie, chociaż wszyscy chcieliby, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Orkiestra grała, a tańczący czuli się młodo zapominając o dolegliwościach życia codziennego.

Do niespodzianek należy zaliczyć życzenia jakie zebrani złożyli Andrzejowi, jednemu z uczestników spotkania, którego imieniny będą za kilka dni. Muzyka grała sto lat, a cała sala śpiewała wznosząc w górę puchary z szampanem. Każdy z uczestników został poczęstowany cukierkiem czekoladowym oraz lampką wysokiej jakości wina, a dla osłodzenia Andrzejowi życia był pyszny tort.

W przerwie kiedy muzyka nie grała, emeryci śpiewali piękne piosenki, nawet solo i opowiadali kawały. Muszę jednoznacznie stwierdzić, że nasi emeryci są bardzo zdolni i to w różnych dziedzinach, a szczególnie panie i nijak nie pasuje do nich powiedzenie "słaba płeć".

Tańce i śpiewy trwały do godziny 22-giej, o której to podjechały busy i zawiozły uczestników spotkania do miejsca zamieszkania. Taką godzinę wyznaczyli sobie emeryci uważając, że ta godzina jest odpowiednia do ich wieku do zakończenia imprezowania. Coś takiego jak młodzież w wieku do osiemnastu lat. Zapewne na niektórych czekały wnuki, które jeszcze przed snem chciały zobaczyć się z kochaną babcią lub dziadkiem.

Już teraz trwają przygotowania do spotkania noworocznego, które ma być 11 stycznia 2019 roku. Na tym spotkaniu ma być wiele niespodzianek, a oprócz śpiewania kolęd zapewne będzie walczyk kotylionowy.

Prosi się uczestników, którzy przyjdą na to spotkanie o przyniesienie tekstów kolęd jakie posiadają w śpiewnikach, w wycinkach z gazet lub na luźnych pojedynczych kartkach, które ułatwią nam śpiewanie kolęd przy stołach, aby stworzyć świąteczny nastrój.

Zapewne nie zapomnimy o połamaniu się opłatkiem.

Zdzisław Kuliś


fot. zbiory autora
zdjęcia 24-11-2018 publikacja: 28-11-2018



Kolejny udany festiwal

(fot. Patrycja Gruszczak)

Proszowice, 18-09-2018

W Proszowicach 16 września na Placu Targowym po raz ósmy odbył się Małopolski Festiwal Zielononóżki Kuropatwianej. Festiwal w tym roku był specjalny, gdyż obchodzono 10-lecie Stowarzyszenia Proszowickich Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza "Zielononóżka". Już od godziny dziewiątej mieszkańcy lokalnej społeczności jak i zaproszeni goście mogli podziwiać hodowle m.in. rysie staropolskie, gołębie papieskie, jak i tytułową zielononóżkę. Zwierzęta zostały poświęcone z okazji święta ich patrona św. Franciszka z Asyżu przez tutejszego proboszcza ks. dr Jana Zwierzchowskiego tuż po odprawionej mszy Św. Polowej.

Równo o godz. 14 prowadzący oficjalnie otwarli tegoroczną edycję. Uroczystość rozpoczęto odtańczeniem poloneza z udziałem gościa honorowego Wicemarszałka Województwa Małopolskiego Wojciecha Kozaka. Obecni również byli przedstawiciele lokalnych władz: burmistrz Gminy i Miasta Proszowice- Grzegorz Cichy, starosta Powiatu Proszowickiego - Grzegorz Pióro. W obecności władz został odczytany wiersz Zdzisława Kulisia "Zielononóżka".
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
(fot. Patrycja Gruszczak)

Według zapowiedzi gościem specjalnym była Ewa Wachowicz. Znana szerszej publiczności jako dziennikarka, producentka, restauratorka, prowadząca program "Ewa Gotuje" i autorka książek. Podczas trwania festiwalu można było z nią porozmawiać, dostać autograf, a także zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Wachowicz była jurorką w konkursie kulinarnym między ZS Piotrkowice a ZS Gastronomicznych nr 1 w Krakowie, które miały za zadanie przygotować na podstawie tradycyjnych produktów Tuszki Gołębia rasy Rysia Polskiego z okolic Proszowic. W efekcie finalnym obydwóm szkołom przyznano pierwsze miejsce ex aequo. Uczniowie szkół serwowali jury, jaki i publiczności, m.in. bulion z tuszki zielononóżki. Zostały również odczytane wyniki konkursu plastycznego z wykorzystaniem ptasich piór dla uczniów szkół podstawowych. Ewa Wachowicz dostała sadzonkę wierzby głowiastej z certyfikatem Promiennej Wierzby św. Faustyny.

Kolejnym punktem programu było uroczyste nadanie tytułu "Księżnej i Księcia Zielononóżki" 2018/2019 przez Wojciecha Kozaka, które w tym roku przypadły: wieloletniemu hodowcy, dziennikarzowi, autorowi artykułów i książek o tematyce przyrodniczej - Stanisławowi Roszkowskiemu i Ewie Ryjek - kierownikowi Działu Technologii, Produkcji i Doświadczalnictwa w Małopolskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Karniowicach.

(fot. Patrycja Gruszczak)

Waldemar Bucki, znany jako główny organizator tego święta opowiedział o historii zielononóżki, którą hoduje od wielu lat. O wpływie zadrzewień na zdrowie ludzi i zwierząt wygłosił wykład prof. dr ha. Andrzej Dubiel, który otrzymał za aktywność na rzecz proszowickiego środowiska z rąk lokalnego pisarza Z. Kulisia własnoręcznie namalowany portret. Zostały tez przyznane statuetki dlax
zasłużonych Stowarzyszenia "Zielononóżka". Na scenie zaprezentowały się: Zespół Tańca Ludowego "Proszowiacy" z CKiW w Proszowicach, grupa taneczna Pi-Em z ZS Piotrkowice. Odbyła się licytacja hodowli, która wcześniej była wystawiona na stoiskach.

Punktem było przyznanie pucharów dla hodowców tego inwentarza przez Zarząd Stowarzyszenia. Na koniec wystąpił zespół "Kuropatwa" ze Skały, którym publiczność była zachwycona na tyle, że jeden bis to było za mało. Główny organizator festiwalu już teraz zapowiedział, że na tej edycji nie kończy i już teraz zaprasza na IX Małopolski Festiwal Zielononóżki Kuropatwianej za rok...

Patrycja Gruszczak

(fot. Patrycja Gruszczak)


Patronat Honorowy objęli: Wojciech Kozak Wicemarszałek Województwa Małopolskiego, Minister Rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, W-ce Wojewoda Małopolski Józef Gawron, Prezes Polskiego Związku Hodowców Gołębi Rasowych Jan Pajka, Rektor Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie, prof., dr hab. Inż. Włodzimierz Sądy, Dyrektor Instytutu Zootechniki - Państwowego Instytutu Badawczego Kraków-Balice prof. dr hab. inż. Maciej Pompa-Roborzyński.

Organizatorami byli: Stowarzyszenie Proszowickich Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza "Zielononóżka", Starostwo Powiatowe w Proszowicach, Urząd Gminy i Miasta Proszowice, Małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Karniowicach /o Proszowice, Polski Związek Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza w Krakowie, Centrum Kultury i Wypoczynku w Proszowicach, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Proszowicach, Krakowska Kongregacja Kupiecka o/Proszowice, Giełda Rolna EKROL, KRUS Proszowice.

idź do góry

Kolędnicy misyjni

(fot. zbiory autora)


Donosy, 29-12-2018

Zaniechajmy wszelkich sporów,
Złączmy dłonie na znak pokoju,
Niechaj wnoszą nadzieję i miłość,
Chroniąc życie i budując przyjaźń.


Kolędnicy misyjni już są w donosach, przyjmijmy ich z uśmiechem i życzliwością

Zdzisław Kuliś


(fot. zbiory autora)

Wystawa fotograficzna w Busku Zdroju

Zdzisław Kuliś po lewej z wnukami przy swojej wystawie (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)

Busko Zdrój, 31-12-2018

Od siedmiu lat w program naszych rodzinnych uroczystości świątecznych wpisuje się jeszcze jeden dzień. Jest to dzień pomiędzy drugim Świętem Bożego Narodzenia, a Nowym Rokiem poświęcony zwiedzeniu wystawy fotograficznej w Galerii Zielona w Busku Zdroju. Jest to dla nas świetny relaks wyciszający po świątecznej bieganinie.

Zdzisław Kuliś przy wystawie Adamskich (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)
Zdzisław Kuliś z lewej z córką Eweliną Adamską i zięciem Bogusławem Adamskim (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)

choinki i czystość ciesząca oczy na jednej z ulic Buska Zdroju (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)
W związku z tym w sobotę 29 grudnia pojechaliśmy z całą rodziną, tą z którą mieszkam tj.: córką Eweliną Adamską, zięciem Bogusławem Adamskim i wnukami Kamilem i Tomkiem Adamskimi do Buska Zdroju obejrzeć wystawę fotograficzną, w której również bierzemy udział. Jest to już XXII OGÓLNOPOLSKI PRZEGLĄD FOTOGRAFICZNY "PONIDZIE 2018", w którym w tym roku udział wzięło ponad 120 osób z całej Polski, prezentując ponad 300 zdjęć. Kiedy zajechaliśmy i weszliśmy do środka powitał nas Pan Bogdan Ptak buski artysta, który jak zawsze bardzo ciepło przyjął nas w swoich progach i prawie cały czas towarzyszył nam w oglądaniu wystawionych zdjęć udzielając również objaśnień.

Co skłoniło nas do odwiedzenia wystawy? Otóż już po raz siódmy biorę udział w tym przedsięwzięciu, prezentując moje zdjęcia, a córka i zięć po raz piąty. Tą pasją zarazili się ode mnie i z powodzeniem wykonują masę zdjęć nie tylko w kraju, ale też za granicą, gdzie jeżdżą na wakacje. Zakupili drukarkę do zdjęć i sami je wykonują. Trzeba stwierdzić, ze mają do tego zacięcie.

Ewelina Adamska i Bogusław Adamski przy swoich pracach (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)
bombka choinkowa na ulicy Buska (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)

Starszy wnuk Kamil, uczeń pierwszej klasy Technikum Komputerowego, też ma swój aparat i dołącza do naszej grupy. Tomek, uczeń piątej klasy Szkoły Podstawowej aparatu jeszcze nie ma, ale potrafi zrobić ładne zdjęcie, a kiedy my zajęliśmy się oglądaniem wystawy on jak zawsze policzył wszystkie wystawione zdjęcia i naliczył ich ponad 300 od około 100 wykonawców formatu A-4 i większe. Ja mam na tej pięknej wystawie cztery zdjęcia: zorza poranna, zachodzące słońce nad zalewem w Kazimierzy Wielkiej, przed burzą i pomnik świętego Jana Pawła II przed kościołem w Proszowicach. Adamscy też mają cztery zdjęcia większego formatu wykonane za granicą.

Ponieważ nie byliśmy na otwarciu wystawy, czuliśmy potrzebę pojechać tam i podziwiać pięknie urządzone dzieło i cieszyć się, że nasza miejscowość Donosy widnieje między takimi miejscowościami jak: Busko Zdrój, Kielce, Końskie, Pińczów, Kraków, Częstochowa, Łódź, Jelenia Góra, Skarżysko Kamienna, Warszawa, Wrocław, Legnica i inne. Na koniec dokonaliśmy wpisu do książki pamiątkowej i otrzymaliśmy album wydany pokłosie wystawy. 

Zdzisław Kuliś

pomnik świętego Jana Pawła II przed kościołem w Proszowicach (fot. zbiory Eweliny i Bogusława Adamskich)

Miasto Kazimierza Wielka obchodzi 60. lecie swego istnienia

(fot. T. Kościółek / swietokrzyskie.travel)


Kazimierza Wielka, 3-01-2019

W bieżącym roku miasto Kazimierza Wielka obchodzi 60. lecie swego istnienia, albowiem powstało ono dnia pierwszego stycznia 1959 roku. Ile trzeba było troski, by powstało miasto z wioski piszę w jednym z moich wierszy. I rzeczywiście. Byłem świadkiem jak to miasto powstawało. Troskę przejawiały nie tylko ówczesne władze, ale także mieszkańcy. Dużo robót wykonywano w tzw. "czynach społecznych". Rozbudowę, ulepszenie, upiększenie prowadzą do dnia dzisiejszego obecne władze z burmistrzem panem Adamem Bodziochem na czele.

Należy przy tym nadmienić, że obecny burmistrz jedną trzecią istnienia miasta, czyli blisko dwadzieścia lat był jego gospodarzem i jest nadal. W szybko rozwijającym się młodym mieście powstawały nowe obiekty. Powstawały małe zakłady gospodarcze. A, że wcześniej Kazimierza Wielka została siedzibą powiatu, szybko wzrastała liczba ludności. W związku z tym zaczęto budować bloki mieszkalne. Powstało nowe osiedle domków jednorodzinnych tzw. "Działki" liczące około sto numerów. Niemal wszystko co jest w Kazimierzy Wielkiej za wyjątkiem Kościoła pod wezwaniem Krzyża Świętego, Szkoły Podstawowej nr 1, Cukrowni i Stacji Kolejowej, której już nie ma, wybudowano w minionym 60-cio leciu. Dużo by zajęło miejsca, aby je wszystkie wymienić, więc wymienię niektóre.

W związku z napływem ludności przybywało dzieci, których Szkoła Nr 1 nie mogła pomieścić, zatem wybudowano szkołę nr 3. szkołą nr 2 była szkołą specjalną. Wybudowano liceum ogólnokształcące, a także gimnazjum, które obecnie jest w stanie likwidacji.. Na bazie dawnego budynku powiatu powstał szpital powiatowy, wybudowano bank PKO i Bank Spółdzielczy, pocztę, sąd, budynek Policji, salę widowiskową przy domu kultury na około 600 miejsc, piękny budynek biblioteki, dom towarowy, wcześniej zalew, budynek Urzędu Miasta i Starostwa. W niedalekiej przeszłości wybudowano przychodnię zdrowia, Pogotowie Ratunkowe, halę sportową, krytą pływalnię czyli basen, odnowiono Basztę. Wybudowano kładkę pływającą na wyspę na zalewie, a także piękne przejście przez rzekę Małoszówkę do parku. Powstał w Kazimierzy Wielkiej nowy kościół w drugiej części miasta na tzw. "Działkach".

Śmiem twierdzić, że nasze młode miasto dorównuje tego typu miastom o ponad 600-letnim stażu. Przebudowano drogę Busko-Kraków przez miasto, wykonano rewitalizację parku miejskiego, wybudowano zbiornik retencyjno-rekreacyjny na obrzeżach miasta oraz wybudowano strażnicę. Wyrastałem obok tego miasta razem z nim, dlatego kocham to miasteczko.

Jeszcze w 2009 roku na jego cześć napisałem wiersz pt. "Moja Mała Ojczyzna". Dedykuję go wszystkim mieszkańcom Kazimierzy Wielkiej, którzy pozytywnie patrzą na zachodzące zmiany w naszym mieście i piękną Ziemię Kazimierską. Obecnie obok innych napisałem nowy wiersz.

Zdzisław Kuliś



DRODZY CZYTELNICY!

Jeżeli ktoś z państwa chce się zapoznać bardziej szczegółowo z materiałami "jak powstawało miasto Kazimierza Wielka" to proszę zajrzeć do artykułów na ten temat opublikowanych w naszym Kurierze kilka miesięcy temu:

Kazimierza Wielka do 1985 roku - Z dziejów miasta cz. I

Kazimierza Wielka do 1985 roku - Z dziejów miasta cz. II


60. lat miasta Kazimierza Wielka

Jeszcze 60 lat temu Kazimierza Wielka była wioską
Położoną nad rzekami Małoszówką i Nidzicą.
Nie była objęta przez władze specjalną troską,
Ani przez miejscowe, ani te nad kielecką Silnicą.

Tysiąc dziewięćset pięćdziesiąty szósty rok nastał
Podział administracyjny kraju zmieniając.
W naszej już wtedy osadzie powiat powstał,
Więc była powiatem praw miejskich nie mając.

Jakże to powiat we wsi? Niektórzy drwili.
Nie mogąc się pogodzić, że jego siedzibą została.
Niektórzy sobie nawet na to pozwolili,
Że mogła by nim być Kazimierza Mała.

Ale lata jedne po drugich szybko biegły.
Powiatowa Kazimierza też szybko się rozwijała.
Rok pięćdziesiąty dziewiąty nie był zbyt odległy
I w tym to roku prawa miejskie otrzymała.

W mieście działała Cukrownia Łubna,
A poza miastem Zakłady Ceramiki Budowlanej.
Przebudowa tej miejscowości była bardzo trudna,
By zrobić miasto z tej osady zaniedbanej.

Ale dzięki powstaniu powiatu w tej wiosce,
A potem nadaniu jej praw miasta
Została poddana specjalnej trosce
I od tej pory ciągle się rozrasta.

Największy jej rozkwit przypadł na lata sześćdziesiąte
Szczęśliwego dla Kazimierzy wieku dwudziestego.
Zmieniony lub odnowiony został każdy zakątek
Przystosowując mieszkańców do życia miejskiego.

Nowe zakłady pracy jak grzyby po deszczu wyrastały.
To był stworzony Raj dla mieszkańców miasta i okolic.
Setki ludzi do pracy miejskim autobusem dojeżdżały,
Który kursował od cmentarza do granic Cudzynowic.

Na nowych ulicach i na rondzie zakwitły kwiaty.
Rozwijało się budownictwo mieszkaniowe.
Powiat stawał się coraz bardziej bogaty.
Na zalewie pachniały farbą kajaki nowe.

I cóż nam po tym pozostało? Dużo i bardzo niewiele.
Chociaż budynki i budowle są dobrze utrzymane
Z niewielkim odcinkiem ulicy Partyzantów na czele,
To zlikwidowane zakłady pracy nie zostały odzyskane.

Jednakże nie wszystko Kazimierza utraciła,
Bo pozostała nadzieja na powstanie uzdrowiska.
Gdyż najcenniejsze co potomnym pozostawiła,
To nieskazitelną czystość środowiska.

Prawdą jest, że nadzieja nie zawsze umiera,
Którą może być sponsor bogaty.
I to drogę do wielkiej inwestycji otwiera,                                                                                A na rondach pojawi,ą sie kwiaty.

Zdzislaw Kuliś, Donosy, styczemn 2019 r.

Noworoczne spotkanie emerytów 2019

Noworoczne spotkanie emerytów 2019

przy stole (fot. zbiory autora)
otwarcie spotkania, od lewej: Wiesław Rębacz, Jan Nowak (fot. zbiory autora)

Donosy, 14-01-2019

Do corocznych spotkań Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w powiecie kazimierskim należą między innymi spotkania noworoczne, które odbywają się na przełomie miesiąca grudnia i stycznia każdego roku. W tym roku władze kazimierskiego Oddziału Związku zorganizowały takie spotkanie w dniu 11 stycznia.

Około 50 emerytów i rencistów w różnym wieku zebrało się w Zajeździe Słonecznym w Donosach, aby na początku Nowego Roku móc wspólnie spędzić kilka godzin w gronie znajomych, wymienić ze sobą kilka ciepłych słów, czego brakuje szczególnie osobom samotnym. Swą obecnością zaszczycił starosta kazimierski Jan Nowak, Bożena Pytel dyrektor Powiatowego Centrum Rodzinie, burmistrz Kazimierzy Wielkiej Adam Bodzioch i radny Rady Gminy Lucjan Małek.

od lewej Wiesław Rębacz i Adam Bodzioch łamią się opłatkiem (fot. zbiory autora)
emeryci łamią się opłatkiem (fot. zbiory autora)

Gospodarzem spotkania był przewodniczący Kazimierskiego Oddziału Związku Emerytów Rencistów i Inwalidów - Wiesław Rębacz. Witając zebranych życzył im zdrowia i długiego życia. Tego też życzyli zaproszeni goście i godnego miejsca na ziemi wśród osób młodych. Pani Bożena Pytel częstowała zebranych czekoladowymi cukierkami.

Nie obyło się bez lampki szampana, odśpiewania sto lat i wzniesienia toastu za zdrowie emerytów, którzy się na tym spotkaniu zebrali i za wszystkich ludzi w starszym wieku. Przy tym składano sobie wzajemnie noworoczne życzenia łamiąc się opłatkiem i spotkania się w pełnym gronie w roku następnym. Jako, że pora była jeszcze obiadowa podano pyszny obiad oraz przystawki przygotowane przez właścicieli Zajazdu Słonecznego w Donosach, Renatę i Mirosława Gajdów.

kolejka do starosty aby połamać się opłatkiem (fot. zbiory autora)
Pani Bożena Pytel częstuje cukierkami czekoladowymi (fot. zbiory autora)

Zespół muzyczny Piotrex z Kazimierzy Wielkiej grał i śpiewał znane i lubiane melodie, a zebrani śpiewali z wielkim zaangażowaniem kolędy i piosenki biesiadne z lat 60-tych i inne, zapominając o złym samopoczuciu, wszelkich chorobach i bólu.

Nowością w Kazimierskim Związku Emerytów jest powstanie przed rokiem wywodzącego się z tychże emerytów grupy artystycznej. Otóż grupa ta, to chór składający się na razie z około15 osób i nie podlega on bezpośrednio Oddziałowi Związku Emerytów w Kazimierzy Wielkiej, a wchodzi on w skład Klubu Seniora. Po części oficjalnej chór zaśpiewał kilka pięknych starych nie bardzo u nas znanych kolęd przy akompaniamencie Stefana Jedynaka na harmonii. Słuchający ten występ emeryci byli zachwyceni. Prezentacja piosenek wypadła na szóstkę, a jak na amatorów, to nawet na szóstkę z plusem.

przy stole (fot. zbiory autora)
państwo Habrosowie w tańcu (fot. zbiory autora)
Wanda Zapart i Zbigniew Karwacki (fot. zbiory autora)

A potem zaczęła się zabawa taneczna i niebawem pierwsi tancerze ruszyli do tańca. Do tradycji na spotkaniach emerytów i tak też było podczas tegorocznego spotkania, należy wybór pary królewskiej, którą zostali Teresa i Andrzej Kochanowie, którym koronę przekazali ubiegłoroczni zwycięzcy Maria Zielonka i Zbigniew Karwacki. Zwycięzcy otrzymali wielkie brawa na stojąco.

od lewej Zdzisław Kuliś, Lucjan Małek i Wiesław Rębacz (fot. zbiory autora)
stare kolędy śpiewa Klub Seniora (fot. zbiory autora)
w środku Zenona Menkuła, z prawej Wiesław Rębacz z partnerką (fot. zbiory autora)

Przy tak wesołej zabawie, ciastkach, kawie i herbatce biesiadowano do późnych godzin wieczornych zapominając o dolegliwościach dnia codziennego. Wielkie dzięki dla kazimierskiego zarządu Z.E.R. i I z prezesem Wiesławem Rębaczem na czele za dobre przygotowanie spotkania, a właścicielom Zajazdu za smaczne posiłki, a grupie artystycznej aby tak trzymać.

Zapraszamy na spotkanie z okazji Tłustego Czwartku w dniu 28 lutego br. Nadmienić należy, że spotkania takowe są organizowane z niewielkich dobrowolnych składek chętnych emerytów. 

Zdzisław Kuliś

para królewska ubiegłego sezonu (fot. zbiory autora)
nowo wybrana para królewska Teresa i Andrzej Kochanowie (fot. zbiory autora)
król i królowa wśród gości (fot. zbiory autora)

Grupa Profitness w Proszowicach

(fot. Magdalena Kubik)


Proszowice, 17-01-2019

Kulminacyjnym punktem programu 27. Finału WOŚP w Proszowicach był występ Bogusława Kaczmarczyka z grupą taneczną Profitness.

Założyciel i lider grupy miał niełatwe zadanie - zdążyć na czas. Niespełna godzinę przed występem grupy Profitness, w Kazimierzy Wielkiej występowali przygotowywani przez niego uczniowie Szkoły Twórczej z Cudzynowic. Nie mogło go zatem tam zabraknąć, a tym samym do Proszowic dotarł w ostatniej chwili. W żaden sposób nie wpłynęło to jednak na jakość występu.

Bogusław Kaczmarczyk ze swoją grupą dał niesamowity pokaz umiejętności i wytrzymałości. Ponad pół godziny tańca w szalonych rytmach latino sprawiły, że wszyscy zeszli ze sceny zmęczeni, ale zadowoleni. Gromkie brawa publiczności były świadectwem, że występ bardzo się podobał.

(fot. Magdalena Kubik)


Pan Kaczmarczyk jest trenerem Zumby, Fitness i Salsation, właścicielem Studia Profitness, mieszczącego się przy ul. Leśnej w Proszowicach. Jest człowiekiem pogodnym, uśmiechniętym, charyzmatycznym, a przede wszystkim kochającym ruch, taniec. Potrafi zarażać innych swoją pasją, czego dowodem jest uczęszczająca na zajęcia grupa stałych klientek, spośród których wyłoniła się grupa Profitness. A to z kolei świadczy o tym, że każdy kto lubi tańczyć, systematycznie ćwiczy i chodzi na zajęcia, może zostać członkiem grupy.

Zdzisław Kuliś


(fot. Magdalena Kubik)

Wierszami i śpiewem...

(fot. zbiory autora)


Kazimierza Wielka, 6-05-2019

Jak co roku, tak i w tym, w dniu trzeciego maja grono osób w różnym wieku zrzeszonych w Klubie Seniora i mieszkańcy Miasta i Gminy spotkali się w starym nieczynnym przedszkolu obok gminy w Kazimierzy Wielkiej, aby czytaniem wierszy o Matce Bożej i śpiewaniem pieśni rozpocząć miesiąc maj, który jest miesiącem Maryjnym. Na uwagę zasługuje dekoracja stołów, przy których siedzieli zebrani. Były one zestawione wzdłuż, jeden obok drugiego, a na nich stały palące się świece, a pomiędzy nimi piękne niebieskie bukieciki z niezapominajek.

Na przodzie stała figurka Matki Bożej, a obok niej polska flaga biało - czerwona, flaga papieska i flaga Unijna. O wystrój zadbały Panie organizatorki Zofia Kurc i Agnieszka Styczeń. W spotkaniu wzięło udział około czterdzieści osób. Spotkanie otworzyła jedna z organizatorek tych spotkań Agnieszka Syczeń, bardzo ciepło wszystkich witając. Po krótkim wprowadzeniu udzieliła głosu współorganizatorce corocznych spotkań, Zofii Kurc, która powiedziała parę słów o historii tych spotkań oraz przedstawiła uczniów z Zespołu Szkół Samorządowych w Wielgusie, a po jej wystąpieniu zaczęła się część oficjalna. Kilka pięknych pieśni Maryjnych zaśpiewała swym pięknym głosem uczennica z w/w Szkoły Martyna Bugaj wraz ze swym kolegą równocześnie grając na gitarze.

Później zebrani czytali wiersze Maryjne, każdy indywidualnie, a po przeczytaniu kilku wierszy śpiewaliśmy pieśni. I tak do końca na przemian: dwa, trzy wiersze i pieśń. Według mnie było wspaniale, zresztą jak co roku, albowiem było to już dziewiąte takie spotkanie, zawsze na początku maja, drugiego lub trzeciego. Można było przeczytać także wiersze własne, a taka osobą byłem ja. Przeczytałem wiersz mojego autorstwa pt. Narodzona na nowo, który napisałem w roku ubiegłym w 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości. Wprawdzie wiersz ten nie jest wierszem do Matki Boskiej, ale jest w nim Jej wątek zawarty w ostatniej zwrotce tego wiersza, który brzmi: Dziękujemy też Tobie Panienko Święta, Matko Boża, Ty Narodu Polskiego Królowo, Bo Polska zawdzięcza Tobie i pamięta, Że narodziła się na nowo.

(fot. zbiory autora)


Przy śpiewaniu tych pieśni każdego roku nasuwa mi się taka refleksja, jak będąc młodym chłopakiem w miesiącu maju śpiewaliśmy pieśni Maryjne pod figurą Świętego Jana w Chruszczynie Wielkiej. Figura stała i stoi na środku wsi, ja natomiast mieszkałem pod Odonowem na wprost kopalni gliny. Do figury miałem ponad półtora kilometra i codziennie, czy deszcz, czy pogoda zawsze wieczorem tam szedłem, aby z kolegami, koleżankami, a i starszymi ludźmi pośpiewać piękne pieśni do Najświętszej Marii Panny. Wiele z tych pieśni pamiętam, chociaż nie całych, ale kilka zwrotek z każdej popularniejszej na pewno.

W tamtym czasie pieśni Maryjne były śpiewane pod figurami niemal w każdej wiosce niezależnie od tego, czy we wsi była figura Matki Bożej, czy też inna. Dopiero w późniejszym okresie zakazano tego śpiewu jakoby zakłócał on spokój mieszkańców.

Zdzisław Kuliś



fot. zbiory autora
zdjęcia 3-05-2019 publikacja: 6-05-2019

Dzień Inwalidy w Donosach

przy stole Dzień Inwalidy 24.05.2019 (fot. zbiory autora)

Donosy, 29-05-2019

Wychodząc naprzeciw Zarządowi Głównemu Polskiego Związku Emerytów Rencistów i Inwalidów Kazimierski Oddział Związku zorganizował w dniu 24 maja br. spotkanie członków Związku w ramach obchodów Światowego Dnia Inwalidy. Spotkanie odbyło się w Zajeździe Słonecznym w Donosach, a udział w nim wzięło ponad 40 osób. W uroczystości udział wzięli zaproszeni goście: starosta kazimierski Jan Nowak i dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Bożena Pytel.

Tegoroczne obchody są organizowane pod hasłem: NIEPEŁNOSPRAWNI - RÓŻNE POTRZEBY, RÓWNE PRAWA.

Światowy Dzień Inwalidy to szczególny czas, który ma przypomnieć społeczeństwu, że osoby niepełnosprawne są jego częścią i szukać odpowiedzi na pytanie co robić, by przeszkody na które napotykają zarówno w sercach jak i umysłach ludzi zdrowych były jak najmniej odczuwalne, niezależnie od ograniczeń wynikających z niepełnosprawności.

Dzisiaj powszechnie wiadomo, że stosowanie odpowiednich instrumentów prawnych, medycznych oraz technicznych pozwala tworzyć warunki umożliwiające osobom niepełnosprawnym aktywne życie. Wszelkie działania służące temu celowi zasługują na pełne wsparcie. Musimy o tym pamiętać, że inwalida, to po prostu człowiek, który za swoją niepełnosprawność ponosi dodatkowe koszty osobiste i społeczne
- mówił prezes kazimierskiego Oddziału Związku Wiesław Rębacz, otwierając spotkanie.

radny Lucjan Małek, Zdzisław Kuliś (fot. zbiory autora)