http://www.zdzislawkulis.ecom.com.pl/

Kazimierscy emeryci powitali lato

pierwsza Zenona Menkała skarbnik (fot. zbiory autora)
prezes Wiesław Rębacz (fot. zbiory autora)


Słonowice, 8-07-2019

Trochę z opóźnieniem po rozpoczęciu kalendarzowego lata emeryci i renciści z kazimierskiego Oddziału Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów zebrali się tłumnie w domku myśliwskim Pionier w Słonowicach, który jest własnością Związku Łowieckiego w którym to czynnym myśliwym jest prezes kazimierskiego Oddziału Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów Wiesław Rębacz.

Zebrano się tam, aby na łonie natury powitać nadchodzące (a w zasadzie trwające) lato 2019. Tym razem pogoda nie spłatała figla, było słonecznie i przyjemnie ciepło, bez upału. W sobotę 6 lipca około 45 emerytów i rencistów z gminy Kazimierza Wielka zebrało się w w/w domku, aby zasygnalizować, że zauważyli przybycie lata. Wprawdzie w obawie przed niepewną pogodą nie zastawiono stołów na polu i w przystosowanej do tego celu altance, ale wewnątrz domku jest tyle pomieszczeń, że wszyscy się zmieścili, a jeszcze dużo miejsca pozostało na tańce.

od lewej Zdzisław Kuliś z kolegą Maćkiem i jego żoną (fot. zbiory autora)
przy stole (fot. zbiory autora)

Spotkanie rozpoczęło się wystąpieniem prezesa Wiesława Rębacza, który powitał wszystkich przybyłych emerytów, życząc wesołej zabawy. Do konsumpcji podano wiejską kiełbasę i kaszankę była też kiełbaska, gorąca prosto z grilla i ciasto. Różne napoje łącznie z kawą i herbatą ożywiały biesiadników, dodając werwy do śpiewu różnych piosenek, a jakich? Jak biesiada, to oczywiście, że biesiadnych.

Niemal przez cały czas przygrywał na swych instrumentach znany nam już dobrze Piotr Dratwa, a cała sala tańczyła z przytupem skoczne melodie. Nad całością czuwał zawsze opiekuńczy prezes Wiesław Rębacz i skarbnik Zenona Menkała zachęcając uczestników do czynnego udziału.

Wanda Zapart i Zbigniew Karwacki (fot. zbiory autora)
(fot. zbiory autora)

Na fotografiach imprezę starał się utrwalić Zdzisław Kuliś. Zabawa trwała do godzin wieczornych, kiedy to uczestnicy rozjechali się do swoich domów.

Na "rozchodne" słychać było głośne: do zobaczenia!

Zdzisław Kuliś



Aby czas nie zatarł śladów...

(fot. zbiory autora)


Donosy, 16-07-2019

Na przełomie miesięcy lipca i sierpnia 1944 roku na naszej Kazimierskiej Ziemi miały miejsce ważne, nie tylko dla nas wydarzenia historyczne, wydarzenia bez precedensu w skali krajowej w latach II Wojny Światowej.

Polskie podziemne siły zbrojne prowadzące bohaterską, uporczywą walkę partyzancką z niemieckim okupantem, doprowadziły do przepędzenia najeźdźców z naszej ziemi i powstania enklawy wolnej od wroga na terenach b. powiatu pińczowskiego i częściowo miechowskiego, nazwanej później Republiką Partyzancką o powierzchni 1 tysiąca km2 określaną także Kazimiersko - Proszowicką Rzeczpospolitą Partyzancką.

Powstanie tejże Rzeczpospolitej zawdzięczamy takim ludziom jak: Józef Dąbkowski - faktyczny starosta konspiracyjny, Franciszek Palus, Marian Miklaszewski, Marian Pierzchała - twórcy i dowódcy kompanii AK "Kasztan", Roman Zawarczyński "Sewer" d-ca 120 pułku AK, Jan Pszczoła "Wojnar" z - ca dcy pułku i kom. pow. BCH i wielu innych.

W lipcu 2019 roku obchodzić będziemy 75- lecie powstania Kazimiersko - Proszowickiej Rzeczypospolitej Partyzanckiej i w związku z tym wydaliśmy z córką Eweliną Adamską broszurę na ten temat pt. "Aby czas nie zatarł śladów". Jest to rozszerzenie publikacji o takim samym tytule wydanym pięć lat temu w roku 2014 z okazji 70. rocznicy powstania Kazimiersko - Proszowickiej Rzeczpospolitej Partyzanckiej. Mieści się w niej 30 wierszy patriotycznych oraz dwa wspomnienia z II Wojny Światowej mojego autorstwa.

(fot. zbiory autora)


Jedno, to napisana w formie wiersza białego "Łapanka" w którym wspominam grozę jaką przeżyła cała moja rodzina, kiedy, to Niemcy przeprowadzając "łapankę" w Odonowie aresztowali między innymi moją mamę wracającą z targu z Kazimierzy Wielkiej. Wszystkich wsadzili na zatrzymane furmanki i zawieźli do Koniecmostów koło Wiślicy do kopania okopów, a my pięcioro małych dzieci zostaliśmy z tatą.

Drugim wspomnieniem jest relacja z okupowania naszego domu rodzinnego przez Niemców pt. "Dwudziestu ich było". Jest to pełne grozy wspomnienie, kiedy, to 20 uzbrojonych Niemców niespodziewanie wtargnęło na naszą posesję, do domu, a nawet chlewa, gdzie umieścili swoje psy. Rozgościli się w naszym niewielkim domu, żądając jedzenia, którego nawet dla naszej siedmioosobowej rodziny było mało, a co dopiero dla dwudziestu zgłodniałych żołnierzy.

Takie oto wspomnienia zamieściłem w tej broszurze "Aby czas nie zatarł śladów".

W trzydziestu wymienionych wierszach są wiersze nowe jak np. "O losie czegoś mnie pokarał". Jest w nim zawarte wspomnienie córki partyzanta Józefy Miszczyk z d. Pajączek, której ojciec Józef Pajączek ps. Lemis zginął w boju o Skalbmierz 5 sierpnia 1944 roku, kiedy ona była jeszcze w łonie matki.

Jest w niej też wiersz pt."Tysiąc pięćdziesiąt lat Państwa Polskiego", "Nasza biało - czerwona", "Gniazdo", "Oni musieli", "Narodzona na nowo" i inne.

Niechaj ciekawostką będzie też to, że dla upamiętnienia 75. rocznicy powstania Kazimiersko - Proszowickiej Rzeczpospolitej Partyzanckiej Poczta Polska wydała znaczek, którego bloczek już mam w posiadaniu.

Zdzislaw Kuliś


(fot. zbiory IKP)

Cukrownia "Szreniawa" w Szreniawie k./Proszowic

(fot. Cukrownia "Łubna" : 1845-1995 : materiały...)

Proszowice, 8-08-2019

Od kilku tygodni w grupie dyskusyjnej na facebooku "Historia Proszowic" toczy się ciekawa dyskusja na temat nie istniejącej już Cukrowni "Szreniawa" w Szreniawie k/ Proszowic. Chcielibyśmy przybliżyć ten temat szerszej rzeszy proszowian. Przy opracowywaniu tego artykułu korzystaliśmy z bardzo dobrej monografii Cukrowni "Łubna" opracowanej przez Henryka Oziębłowskiego i Stanisława M. Przybyszewskiego.

Pozwoliliśmy sobie także na wykorzystanie ciekawych zdjęć z początku XX wieku przedstawiających Cukrownię "Szreniawa" które w grupie dyskusyjnej zamieszczał Przemek Jelonkiewicz. Zdjęcia te znajdują się w Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

Nie każdy mieszkaniec Proszowic i okolic, a nawet Szreniawy wie, że jeszcze nie tak w bardzo odległej przeszłości we wsi Szreniawa w obecnym powiecie proszowickim woj. małopolskim działała cukrownia "Szreniawa" bliźniacza do "Łubnej" w Kazimierzy Wielkiej.

Chcąc mówić o tej cukrowni nie sposób nie wspomnieć o "Łubnej". Otóż do dnia 20 marca 1870 roku Cukrownia "Łubna" była wyłączną własnością Kazimierza hr. Łubieńskiego. W latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku zakład rozwijał się sukcesywnie, ale wymagał rozbudowy i modernizacji, co wymagało dużych nakładów finansowych, tymczasem zyski z dóbr kazimierskich były zbyt niskie na to, by zapewnić Łubieńskim wystarczające środki pieniężne. Zaciągnięto więc kredyty.

Już w tym okresie właściciel "Łubnej" zmuszony był wejść w spółkę o czym świadczy oficjalna nazwa zakładu, jaka utrzymała się do 20 marca 1870 roku. "Fabryka i Rafineria Cukru Łubna, Kazimierz hr. Łubieński, Edward Oraczewski i S-ka". W związku z tym, że zaciągnięte przez Kazimierza hr. Łubieńskiego kredyty nie były spłacane, sprawa trafiła do Trybunału Cywilnego w Kielcach, gdzie oszacowano wartość fabryki na 96 000 Rs, wystawiono ją na licytację i w konsekwencji tejże we wrześniu 1870 roku sprzedano " Łubną" za 150 000 Rs. Nabyli ją w równych częściach: właściciel dóbr Morawianki k. Bejsc Edward Oraczewski, Bank Galicyjski dla Handlu i Przemysłu w Krakowie oraz syn dotychczasowego właściciela - Franciszek hr. Łubieński.

Zakład przekształcono w spółkę udziałową o nazwie: "Fabryka Cukru i Rafinerii Łubna" z kapitałem zakładowym w 1872 r. 300000 Rs.

(fot. facebook.com)

A teraz zacytujmy fragment monografii dotyczący Cukrowni "Szreniawa":

Łubna w Szreniawie

[...] W 1875 r. Spółka nabyła od właściciela dóbr Opatkowice k. Proszowic barona Józefa Gostkowskiego areał o powierzchni 12 mórg i 279 prętów z przeznaczeniem pod budowę nowej, bliźniaczej cukrowni, którą jeszcze na etapie projektowania nazwano "Szreniawa", jako że wybudowana została na polach wsi o tej nazwie. Całkowity koszt budowy Cukrowni "Szreniawa" wyniósł 315 000 rubli srebrnych, a sama budowa odbyła się w rekordowym tempie, gdyż rozpoczęła się jesienią 1875 r., a już następnej jesieni, w 1876 r. przeprowadzono pierwszą kampanię cukrowniczą.

Pierwsze posiedzenie Zarządu Spółki w sprawie budowy "Szreniawy" odbyło się w Kazimierzy Wielkiej w październiku 1875 r. Na posiedzeniu byli obecni: A. Kurt z reprezentujący Bank Galicyjski, hrabia B. Lasocki, D. Skarżyński oraz Franciszek hr. Łubieński. Ten ostatni otrzymał od Zarządu wszelkie pełnomocnictwa na organizację budowy nowej cukrowni i można o nim mówić jako o tym, który tę cukrownię zbudował od podstaw.

Warunki produkcji Cukrownia "Szreniawa" miała zapewnione; na tymże zebraniu w październiku 1875 r. przedstawiono członkom Zarządu umowy na plantację buraków cukrowych z miejscowymi właścicielami ziemskimi, w tym z największym z nich - Kamockim, właścicielem dóbr Ostrów, Klimontów, Piekary, Posiłów, Teresin i Janów.

Już jesienią 1875 r. zaczęto zwozić na plac budowy materiały budowlane. Miejscowi ziemianie utworzyli Spółkę Transportowo-Komisową której zadaniem było zwożenie i przechowywanie materiałów. Na stanowisko kierownika technicznego budowy gmachów oddelegowano dotychczasowego dyrektora "Łubnej" - Szymańskiego, natomiast nadzorującym budowę był budowniczy Beringer.

(fot. facebook.com)

Jak relacjonował Zarządowi Fanciszek hr. Łubieński, na początek zakupiono 200 sążni kamienia budowlanego, 200 sztuk sosen, 65 kop desek od Przeworskiego, 165 kop bali i 40 kop podciągów od kupca Gałązki, 80 kop desek od kupca Fridenberga oraz 60 000 sztuk cegły z cegielni Zagórskiego, a także 250 sążni piasku. Kupiec z Wiślicy Rozenblat zobowiązał się do dostarczenia na budowę bali dębowych.

W następnej kolejności, prawdopodobnie wczesną wiosną 1876 r. dokupiono 262000 szt. cegły, 216 korców wapna, 227 sążni kamienia budowlanego, 198 sążni piachu i 62 sążnie żwiru. Dostarczono też ponadto 901 sążni desek półtoracalowych, 287 sążni jednocalowych i 125 sążni trzycalowych, 469 sztuk podkładów drewnianych oraz półtora tysiąca sztuk desek brakowych.

Na wiosnę przystąpiono do prac budowlanych. Roboty ciesielskie wykonywała firma Majewskiego, a murarskie firma Domagały i Karola Czekaya z Kazimierzy Wielkiej, zatrudniając na budowie 15 murarzy i kilkudziesięciu pomocników.

wnętrze hali produkcyjnej cukrowni w Szreniawie, sądząc po zniszczeniach rok 1914 lub później
(fot. facebook.com)

Zarząd Cukrowni "Lubna" wykupił plac nadbrzeżny nad Wisłą w Nowym Brzesku, na którym były składowane materiały budowlane zamawiane w Krakowie i w Galicji. Wkrótce z Krakowa dostarczono do Szreniawy via Nowe Brzesko 150000 szt. cegły zwyczajnej i 10000 szt. cegły modelowej Część cegły modelowej nadeszła też z cegielni Bocheńskiego w Jurkowie. Z nadbrzeża w Nowym Brzesku otrzymano 10 beczek cementu i 900 korców wapna. Drewno na budowę rusztowań zakupiono od kupca z Niepołomic - Mortki Kamińskiego.

Przed rozpoczęciem robót budowlanych i w trakcie ich trwania zbudowano przy placu budowy dom mieszkalny i baraki dla robotników. Zabudowania fabryczne w Szreniawie, oddane do użytku wczesną jesienią 1876 r., składały się z głównego korpusu budynków technologicznych, budynku wagi, szopy na węgiel. magazynu na cukier, budynku kuźni i warsztatów, budynków biurowych i mieszkalnych oraz murowanego kanału na wodę.

Latem 1876 r. wybudowano w Szreniawie komin fabryczny i wówczas też podjęto decyzję, by wybudować identyczny, funkcjonujący do chwili obecnej komin w Cukrowni "Łubna".

Osobnym zagadnieniem było wyposażenie Cukrowni "Szreniawa" w urządzenia techniczne. W grudniu 1875 r. Franciszek hr. Łubieński składał przed Zarządem Spółki sprawozdanie o wynikach swych podróży dla poszukiwania najlepszych kontrahentów. Odbył on kilka podróży, głównie do Niemiec i Czech. Relacjonował, że istnieją dwie optymalne technicznie i finansowo możliwości: albo zakupić wszystkie urządzenia techniczne w likwidowanej cukrowni w Czechach, albo zamówić komplet urządzeń w Fabryce Skoda w Pilźnie. Zdecydowano się na wariant drugi i zamówienie skierowano do fabryki w Pilźnie. Stamtąd też pochodziły wszystkie urządzenia techniczne w Cukrowni "Szreniawa" oraz niektóre zakupione wówczas do Cukrowni "Łubna".

maszyna w cukrowni w Szreniawie, być może jest to agregat prądotwórczy
(fot. facebook.com)

W czasie montażu maszyn zainstalowano bezpośrednią linię telegraficzną łączącą oba zakłady w Kazimierzy i Szreniawie. Wykonawcą była niemiecka firma Horn.

Przy okazji robót montażowych w Szreniawie Zarząd Spółki postanowił poczynić też pewne modernizacje techniczne w "Łubnej". Dotychczasową gazownię, która oświetlała fabrykę setką świateł, przeniesiono do "Szreniawy", a do "Łubnej" zakupiono nową gazownię na 150 świateł. Budynek tej gazowni stanął na głównym placu fabryki. Powiększono wtedy suszarnię głów cukru z możliwością przechowywania 600 głów, zamiast dotychczasowych 400, zbudowano też zupełnie nowy budynek spichrza na skład cukru.

W czasie pierwszej kampanii cukrowniczej w Szreniawie w 1876 r. administratorem tej cukrowni był Tomczyński. Już po uruchomieniu produkcji w Cukrowni "Szreniawa" Franciszek hr. Łubieński w imieniu Spółki zawarł umowę z lekarzem z Proszowic Rozenzwejgiem, który za roczne wynagrodzenie 150 rubli zobowiązał się pełnić obowiązki lekarza zakładowego w nowej fabryce.

Cukrownia w Szreniawie produkowała cukier do jesieni 1914 r., kiedy to została niemal doszczętnie zniszczona w czasie pojedynku artyleryjskiego między wojskami rosyjskimi a austriackimi. W 1876 r. Cukrownię "Łubna" zniszczył pożar. W znacznej części spaliła się część dachowa głównego korpusu fabryki. Straty oszacowano jako poważne.

Od 1876 r. spółka obu fabryk: "Łubnej" i "Szreniawy" przyjęła nazwę: "Spółka Szczególna - Udziałowa - Fabryka Cukru i Rafinerii Lubna i Szreniawa w Kazimierzy Wielkiej".

Powiększyła się liczba udziałowców, a kapitał zakładowy wzrósł w 1881 r. do sumy 900000 Rs. [...] Najwyższym organem Spółki było Zebranie, zwoływane co 1-2 miesiące do siedziby Banku Galicyjskiego w Krakowie. Na czele administracji "Łubnej" stał dyrektor mający do pomocy administratora, buchaltera i inspektora plantacyjnego. Zachowały się nazwiska administratorów cukrowni z tamtego czasu: Stefan Kłobukowski, Adam Potworowski (1870-1874), Franciszek hr. Łubieński (1877).

matryca służąca do odciskania firmowej etykiety na opakowaniach z cukrem w cukrowni "Łubna" w Kazimierzy Wielkiej, sądząc po nagłówku jest z okresu 1881-1902
(fot. muzeum-szreniawa.pl)

W 1871 r. wybudowano w cukrowni buraczarnię, magazyn, kotłownię, piece i szopy. Łącznie inwestycje te oszacowano na 20363 Rs. Wskutek zmian w procesie technologicznym produkcji cukru i przejścia od początków lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku na system dyfuzyjny, w cukrowni nastąpiły też zmiany techniczne.

W styczniu 1881 r. zmieniono zasady funkcjonowania Spółki. Nowy Statut określił też nową nazwę firmy, która od tej pory brzmiała: "Towarzystwo Fabryk Cukru i Rafinerii Lubna i Szreniawa". Nazwa ta przetrwała do 1902 r. [...]

Organem administracyjnym Cukrowni "Lubna" i "Szreniawa" był Komitet Administracyjny, w skład którego wchodziły 3 osoby posiadające największe udziały. Przeważnie był to dyrektor lub prezes Banku Galicyjskiego w Krakowie oraz dwaj najwięksi udziałowcy. Komitet był ciałem kolegialnym, ale najważniejszą w nim funkcję pełnił administrator, który posiadał duże uprawnienia decyzyjne.

Znane są nazwiska administratorów, byli nimi: Stanisław Postawka (1884-1887) i Edward Tołłoczko (1887-1902) oraz jego syn Julian (1902-1922). Niżej w hierarchii administracyjnej Towarzystwa stał wiceadministrator, następnie kasjer, dyrektor, który był odpowiedzialny za techniczną stronę produkcji, i wreszcie inspektor plantacyjny. W tymże 1881 r. udziały rodziny Łubieńskich w Towarzystwie przejął Leon hr. Łubieński (1861-1944). On też wydzierżawił Towarzystwu dobra ziemskie w Kazimierzy, łącznie z folwarkami w Budzyniu i Słonowicach, na okres 10 lat z możliwością przedłużenia umowy dzierżawnej. Czynsz za dzierżawę wynosił 10 000 Rs rocznie, w tym Towarzystwo mogło korzystać również z dróg dojazdowych, stawów, źródeł i rzek. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w okresie tym Łubieńscy nie posiadali udziałów w Towarzystwie, dopiero w 1902 r. Leon hr. Łubieński nabył jedną akcję wartości 10 000 Rs.

W latach 1877-1891 poważną część akcji udziałowych w Towarzystwie posiadała rodzina Tołłoczków: Edward, jego żona Maria, syn Julian i córki: Stefania Dziekońska i Jadwiga Tarasowicz. Łącznie Tołłoczkowie skupili w swoich rękach 26,9% udziałów na kwotę 323 9000 Rs. W 1884 r. kapitał zakładowy Towarzystwa wynosił 1 206 700 Rs [...]
.

park w Szreniawie, zimowa sceneria rok około 1910-1914
(fot. facebook.com)
Szreniawa, zdjęcie w parku, oficjele - być może rodzina, lub inspekcja
(fot. facebook.com)


opracowanie: Zdzisław Kuliś, Andrzej Solarz

Promocja książki i urodziny autora

przemawia Zdzisław Kuliś (fot. Ewelina Adamska)

Donosy, 16-09-2019

Niezwykła uroczystość odbyła się w piątek 13 września w Donosach. Otóż w tymże dniu w Zajeździe Słonecznym odbyła się promocja książki Zdzisława Kulisia pt. "Przygody Franka karierowicza" połączona z jego 79 urodzinami.

Zdzisław Kuliś urodził się 13 września 1940 roku w Chruszczynie Wielkiej, mieszkaniec wsi Donosy w gminie Kazimierza Wielka woj. świętokrzyskie. Emerytowany pracownik Urzędu Miasta i Gminy w Kazimierzy Wielkiej, gdzie przepracował pięćdziesiąt jeden lat w tym trzydzieści jako główny księgowy. Posiada wykształcenie ekonomiczne. Przez kilka lat równocześnie z pracą zawodową, prowadził filię biblioteczną w Donosach, biorąc żywy udział w życiu kulturalnym środowiska z którym łączą go więzi rodzinne i miejsce zamieszkania.

prawnuki autora w blasku tortowego ognia (fot. Ewelina Adamska)

Książka pt. "Przygody Franka karierowicza" jest jego dziewiątą publikacją. Poprzednie to: "Moja Mała Ojczyzna", "Wiersze dla potomnych", "Mieszkać wśród świętych", "Niechaj słowik pieśń zaśpiewa", "Krętą ścieżką mijających lat", "Historia Pewnego zegara", "Ocalmy przed wyginięciem" i "Aby czas nie zatarł śladów".

Obecna książka ma 455 stron, na których obok głównej treści mieści się 60 wierszy średnio sześciozwrotkowych tematycznie związanych z treścią książki i 120 zdjęć. Jest to opowieść, której akcja dzieje się w czasie II wojny Światowej i latach powojennych. Książkę tę można określić jako utwór przygodowo-obyczajowy z wątkiem miłosnym, który powstał na bazie doświadczeń autora, przemyśleń, a także życia osobistego. Jest to, jak mówi autor opowieść o miłości i stosunkach międzyludzkich stworzona na podstawie moich wyobrażeń.

Bez wyobrażeń nie napisze się żadnej książki, żadnego wiersza, a wiedza o tym co się pisze tylko pomaga, raczej nie przeszkadza. Ta książka powstała właśnie na bazie moich wyobrażeń.

Niektórych czytelników może mylić tytuł książki "Przygody Franka karierowicza" ponieważ w definicji karierowicz, to człowiek dążący za wszelką cenę do zrobienia kariery. Natomiast Franek był pasjonatem, on sobie zaplanował wybudowanie cegielni. Do tego od młodych lat dążył.

Franek, to karierowicz pozytywny. Ta książka to znakomita wędrówka do tamtych czasów, a jej największą wartością jest prostota - mówi autor.

"Prostota jest najwyższym celem, a do tego też trzeba mieć talent", to cytat Fryderyka Chopina.

W spotkaniu promocyjnym wzięło udział ponad osiemdziesiąt osób w różnym wieku i różnych zawodów z burmistrzem Miasta i Gminy w Kazimierzy Wielkiej Adamem Bodziochem na czele i Panią skarbnik Agnieszką Gaik. Były osoby pracujące, a także emeryci. Obecny był prezes kazimierskiego Oddziału Związku Emerytów i Rencistów Wiesław Rębacz Z Zarządu Głównego Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej z Krakowa przyjechało osiem osób z prezesem Ryszardem Chećko oraz panią skarbnik Józefą Miszczyk. Ponadto obecni byli pracownicy Powiatowej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Kazimierzy Wielkiej, Członkowie Proszowickiego Stowarzyszenia Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza z prezesem Waldemarem Buckim, zastępcą prof. dr hab. Andrzejem Dubielem, członkiem Zarządu Zdzisławem Walczykiem, dyrektor Zespołu Szkół w Wielgusie Elżbieta Wojtasik, nauczyciele, dwunastoosobowa grupa taneczna Profitness z Proszowic, liczna rodzina autora i wiele innych dostojnych gości i osobistości.

goście bohatera wieczoru (fot. Ewelina Adamska)

Po przedstawieniu gości, na powitanie, Martyna Bugaj uczennica Szkoły Średniej w Odonowie zaśpiewała piosenkę do wiersza Zdzisława Kulisia pt. "Moja Mała Ojczyzna." Melodię opracował Zdzisław Kuliś, a dopracowała Martyna Bugaj.

Biografię Zdzisława Kulisia przedstawiła pracownica kazimierskiej biblioteki Monika Wendel, a po jej wystąpieniu Martyna Bugaj w duecie z Anetą Gołębiowską zaśpiewały piękną piosenkę, co publiczność nagodziła brawami.

Po krótkim, zaprezentowanym przez autora wstępie, bogatym w opis wydarzeń występujących w omawianej książce, Zdzisław Kuliś przeczytał list nieżyjącej już długoletniej nauczycielki liceum ogólnokształcącego w Kazimierzy Wielkiej, Pani Emilii Molskiej skierowany do niego na kilka miesięcy przed jej śmiercią. List ten, to podziękowanie dla autora za jego działalność poetycką oraz pisarską i liczne życzenia, które od niego otrzymała. Jej pamięć zebrani uczcili chwilą ciszy. Niektórym popłynęły z oczu łzy.

Po tym wystąpieniu Zdzisław Kuliś zaśpiewał piosenkę do słów napisanego przez siebie wiersza pt. "Spotkamy się na Kasjopei", do której melodię sam skomponował, a podkład muzyczny skomponował organista z Kalwarii Zebrzydowskiej. Najlepszą nagrodą za całość tego utworu były liczne brawa uczestniczących w spotkaniu gości.

Zdzislaw Kuliś podpisuje swoje książki (fot. Ewelina Adamska)

Następnie autor przeczytał fragment książki, a po nim Martyna Bugaj i Aneta Gołębiowska zaśpiewały piękną piosenkę. I znów gromkie brawa za tak piękny głos młodych piosenkarek. Dużą niespodziankę sprawiła gościom grupa taneczna Profitness z Proszowic z Małopolski, która z wielką gracją zatańczyła kilka utworów. I znów wielkie brawa publiczności. Poprzedziły one świetny występ Kazimierza Kowalskiego z Krakowa, który zaprezentował grę różnych melodii na harmonijce ustnej. Goście byli zachwyceni.

Ponieważ było to spotkanie autorskie połączone z urodzinami autora, były liczne życzenia dla jubilata, oraz liczne wiązanki kwiatów i drobne upominki. Był też tort z płonącymi ogniami i tradycyjne "Sto lat" dla autora, a on większość czasu poświęcił na pisaniu dedykacji na książkach, nie mając go na dłuższe rozmowy z przyjaciółmi.

od lewej: Aneta Gołębiowska, Martyna Bugaj (fot. Ewelina Adamska)

Młoda piosenkarka Martyna Bugaj zaśpiewała jeszcze kilka piosenek, a wśród nich "Opowie ci wiatr". Nie zabrakło też lampki szampana i poczęstunku, o który zadbali właściciele lokalu Renata i Mirosław Gajdowie, córka i zięć autora i solenizanta, a tzw. Stół proszowicki zastawiony wędlinami, smalcem i ogórkami kiszonymi serwowali Anna i Waldemar Buccy z Proszowic.

Na koniec zespół Piotrex z Kazimierzy Wielkiej zagrał melodie taneczne z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a chętnych do tańca nie zabrakło.

Ewelina Adamska


fot. Ewelina Adamska
zdjęcia 13-09-2019 publikacja: 16-09-2019

Zdzisław Kuliś, za nim pracownicy biblioteki
w rytmie tańca. Od lewej: Kazimierz Kowalski, Agnieszka Styczeń, Zdzisław Kuliś
Agnieszka Styczeń, Zdzisław Kuliś
Zdzisław Kuliś z przyjaciółmi, za nim od lewej: Zdzisław Walczyk, Józefa Miszczyk, Andrzej Dubiel, Anna Drożdż, Jerzy Drożdż, Waldemar Bucki
Agnieszka Gaik- skarbnik UMiG -KW, Zdzisław Kuliś
Kazimierz Kowalski gra na harmonijce ustnej
grupa taneczna Profitness
życzenia składają: od lewej Waldemar Bucki, Zdzisław Walczyk, Andrzej Dubiel, Zdzisław Kuliś, Zbigniew Karwacki, Wanda Zapart
autor przedstawia gości
autor przedstawia gości, członkowie Zarządu Głównego Żołnierzy AK
goście w skupieniu słuchają wystąpienia autora
prezentacja gości
widok ogólny sali, od lewej: Marek Szmuc, Lucjan Małek(radni) Adam Bodzioch - burmistrz i Agnieszka Gaik - skarbnik
śpiewa Martyna Bugaj
od lewej prezes Zarządu Głównego Żołnierzy AK w Krakowie Ryszard Chećko i skarbnik Józefa Miszczyk składają życzenia, z prawej: Monika Wendel
od lewej Jerzy Drożdż, Andrzej Bienias, Andrzej Dubiel, Zdzislaw Kuliś, Zdzislaw Walczyk, Waldemar Bucki
wnuki i prawnuki autora, od lewej: Kamil, Nikodem, Zuzia, Lena, Ada i Tomek
pracownicy biblioteki w Kazimierzy Wielkiej
przy stole
Jerzy Drożdż, Anna Drożdż
od lewej Andrzej Bienias, Józefa Miszczyk, Ryszard Chećko, Krystyna Dąbrowska
Franciszek Nocoń, Adam Bodzioch - burmistrz
ogólny widok sali
ogólny widok sali
Agnieszka Gaik, Zdzisław Kuliś - podpisuje książkę
w kolejce do podpisu książki

70. lecie PiM Biblioteki Publicznej w Kazimierzy Wielkiej

2009, na zdjęciu od lewej Zdzisław Kuliś i Andrzej Bienias (fot. Zdzisław Pilarski)


Kazimierza Wielka, 5-12-2019

Królewska lipa "Jadwiga" zakwitnie w Kazimierzy Wielkiej

Spektakularnym akcentem obchodów 60-lecia Kazimierskiej Biblioteki Publicznej było wręczenie dyrektorowi tej placówki sadzonki królewskiej lipy "Jadwiga". Pomysł z sadzeniem drzewek narodził się w Proszowicach, które obchodziły niedawno 650-lecie miasta. Z tej to okazji 650 sadzonek lipy nazwanej królewską od imienia królowej Jadwigi zostanie posadzonych na terenie całego kraju, a kilka z nich trafiło do ościennego powiatu kazimierskiego na obchody 60-lecia Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Kazimierzy Wielkiej w miesiącu listopadzie. Należy przy tym wspomnieć, że 60-lecie biblioteki jest wpisane w obchody 50-tej rocznicy nadania Kazimierzy Wielkiej praw miejskich.

Sadzonkę wraz z certyfikatem dla biblioteki wręczyli na ręce dyrektora Andrzeja Bieniasa przedstawiciele proszowickiego oddziału Towarzystwa Przyrodniczego "Bocian": prezes Waldemar Bucki oraz Jerzy Drożdż księgarz działający na terenie Kazimierzy i powiatu proszowickiego. Niezwłocznie została ona posadzona przed budynkiem Miejskiej i Gminnej Biblioteki przez dyrektora i poetę ludowego kazimierskiej Ziemi Zdzisława Kulisia i od tej chwili jest pieczołowicie pielęgnowana.

To piękny akcent naszego jubileuszu - lipa o tak urokliwej nazwie - stwierdził dyrektor Andrzej Bienias, patrząc na posadzone dwumetrowe piękne drzewko jako, że jego małżonka ma też imię Jadwiga.

Jak wiele ważnych, lokalnych wydarzeń, tak i to, swymi poetyckimi strofami opisał ludowy poeta Zdzisław Kuliś w wierszu " O LIPIE" ,który zamieszczamy poniżej.

O lipie

"Królewską lipę Jadwigę z Proszowic,"
Którą w tym mieście tak ochrzczono
Dla uczczenia w Kazimierzy Wielkiej dwóch rocznic,
Przed budynkiem biblioteki posadzono.

Od wieków symbolem była ona
Twórczości Jana Kochanowskiego,
Teraz z królową Jadwigą połączona
Podniosła bardziej rangę drzewa tego.

Łącząc ze sobą te sławne nazwiska
Niechaj rośnie szczęśliwie przez wieki
I niech cieszą się miejskie ludziska
Wspólnie z Rejem, patronem biblioteki.

Zdzisław Kuliś; Donosy, 26 listopada 2009

Zdzisław Kuliś 2019 (fot. MGiPBP w Kazimierzy Wielkiej)


Tak dziesięć lat temu pisano o posadzeniu lipy przed Powiatową i Miejską Biblioteką Publiczną w Kazimierzy Wielkiej z okazji 60-lecia biblioteki i 50-lecia nadania praw miejskich Kazimierzy Wielkiej. Minęło dziesięć lat i obecnie Miasto Kazimierza Wielka obchodzi 60-lecie nadania praw miejskich, a biblioteka 70-lecie powstania.

W związku z tym chciałem przypomnieć czytelnikom o tych wydarzeniach załączając zdjęcia z posadzenia lipy Jadwigi i jak ona wygląda dzisiaj czyli 10 lat później. Niestety przy dużej już lipie jestem tylko ja ponieważ tak się złożyło, że pan Andrzej w tym czasie nie mógł być, a później po upływie czasu straciła na wyglądzie, gdyż lipa liście traci nieco wcześniej jak inne drzewa. Albowiem natura rządzi się swoimi prawami.

Główne obchody 70. lecia Biblioteki odbędą się w dniu 6 grudnia br. tj. w piątek o godzinie 16-tej.

Miejsce, które wiedzę i radość daje

Stoi w tym samym miejscu co stała.
Zasadniczy jej kształt nic się nie zmienił.
Tylko wewnątrz tak jakoś wypiękniała,
Jak kobieta, która pragnie by ją każdy cenił.

Przez ostatnie dziesięć lat postawiono na młodość.
Młody personel zachęca uśmiechem,
A że do biblioteki wprowadzono nowość
Jej działalność szeroko odbija się echem.

Organizuje szereg wydarzeń kulturalnych
I stara się przekazywać kulturowe dziedzictwo.
Nawiązując do działalności twórców lokalnych
Promuje różnorodność. Nie tylko czytelnictwo.

Począwszy od maluchów przedszkolnych,
Poprzez uczniów Liceum i Szkół Podstawowych,
Od uczniów uzdolnionych i tych mniej zdolnych,
Biblioteka ma zawsze wiele rozwiązań nowych.

Widoczne zmiany są na każdym kroku.
Zmienia się system i zakres jej działania.
W porównaniu do czterdziestego dziewiątego roku
Wieku ubiegłego przyjętego za rok jej powstania.

"Siedemdziesiąt lat minęło jak jeden dzień".
To hasło dla niej bardzo oryginalne.
Te lata przeminęły jak piękny sen,
A plany przy niewielkim wysiłku są wykonalne.

Wszystkie te poczynania są pod okiem Mikołaja Reja,
A przed budynkiem czuwa lipa święta Jadwiga.
W patronie wiszącym w holu jest wszelka nadzieja,
Natomiast dziesięcioletnia lipa cały ten ciężar dźwiga.

Ale symboliczny patron i Jadwiga, by nie podołali
I nie nastąpiła by w bibliotece żadna zmiana,
Gdyby wszyscy solidnie nie pracowali
I gdyby nie była odpowiednio zarządzana.

Zdzisław Kuliś; Donosy, lipiec 2019

Zdzisław Kuliś