http://www.zdzislawkulis.ecom.com.pl/

Nepomuki w Donosach i Skorczowie

figura św. Jana Nepomucena przy dróżce pomiędzy stawami w Donosach
(fot. Zdzisław Kuliś)


Donosy, 22-06-2020

W początkach czerwca br. pisałem wspomnienie o 470. letniej figurze św. Jana w Chruszczynie Wielkiej. Tym razem chcę napisać o dużo młodszej figurze św. Jana Nepomucena i trochę historii o Janie Nepomucenie.

185. letnia figura w Donosach gm. Kazimierza Wielka

Otóż figura św. Jana Nepomucena jest posadowiona w miejscowości Donosy przy bocznej drodze prowadzącej niegdyś do dworu, a biegnącej groblą pomiędzy stawami. Figura ta jest wykonana z kamienia prawdopodobnie pińczowskiego, pobielona jak wszystkie na Ponidziu figury Jana Nepomucena. Rysy są nieco zatarte przez czas, ale w dużym stopniu przez nieumiejętne bielenie gęstym wapnem. Jeszcze dziewięć lat temu, kiedy robiłem zdjęcia do albumu "Mieszkać wśród Świętych" napisy były czytelne, natomiast teraz już nie.

Cechą charakterystyczną figur na Ponidziu jest to, że w większości są zbudowane z kamienia pińczowskiego, a kamień pińczowski cechuje to, że po wydobyciu jest bardzo miękki, do tego stopnia, że można go z powodzeniem rżnąć nawet piłą ręczną do drzewa. Natomiast z biegiem czasu kamień ten twardnieje, czym dłużej, tym jest twardszy i dlatego ma zastosowanie w rzeźbiarstwie i wykonywaniu różnych ozdób w budownictwie. Dlatego też był wykorzystywany między innymi do rzeźbienia figur przydrożnych.

Na Ponidziu figur św. Jana Nepomucena jest 54.

Święty Jan Nepomucen w Donosach trzyma na lewej ręce krzyż, jest w kanciastym birecie, ma brodę, aczkolwiek nie wielką, ubrany w niezbyt długą szatę, prawdopodobnie komżę, zwrócony przodem ku wschodowi, a tyłem na zachód. Z napisu wynika, że jest ufundowana przez Mariana i Anielę Potockich w 1835 roku, ale z jakiej intencji? Nie można znaleźć źródła historycznego na ten temat. Czy Potoccy Mieszkali w Donosach?

W kościele pw. Podwyższenia Krzyża św. w Kazimierzy Wielkiej znajduje się tablica pamiątkowa z epitafium: Jan i Marianna z Rusieckich Mieroszewscy dziedzice wsi Odonowa Emilii córce swey w kwiecie wieku na dniu 13 września roku 1835 zmarłey, kamień ten na znak nieukoionego żalu polecaiąc ią modlitwom przechodnia położyli.

A zatem zachodzi pytanie, czy rok ufundowania figury św. Jana Nepomucena w Donosach nie jest w jakimś sensie związany z rokiem śmierci Emilii Miroszewskiej, czy Potoccy nie byli z nimi spokrewnieni? W roku 1835 dwór w Odonowie był własnością Herszla Słomnickiego, który w drugiej połowie XIX wieku nabył Stanisław Postawka i w tymże czasie mieszkał już we dworze w Donosach, gdzie przeniósł się z Gabułtowa w którym mieszkał od początku XIX wieku.

Rozważając intencję ufundowania figury św. Jana Nepomucena w Donosach należy nadmienić, że taka sama figura jest na początku wsi Skorczów w odległości około dwóch kilometrów od tej w Donosach.

figura św. Jana Nepomucena w Skorczowie (fot. Zdzisław Kuliś)


Przy drodze i moście nad dopływem rzeczki Małoszówki stoi kamienna rzeźba Jana Nepomucena ustawiona na wysokim cokole. Całość otacza metalowy płotek. Jak niemal wszystkie figury w okolicy, także i ten Jan pomalowany został na biało. Obiekt jest nieco zniszczony czasem, a także nieco ukryty - stoi poniżej poziomu drogi, zasłonięty roślinnością. Figura ta kiedyś stała na poziomie wiejskiej błotnistej drogi, ale kiedy w latach 60 - tych ubiegłego wieku budowano drogę Kazimierza Wielka - Kraków przez Proszowice, drogę tę podniesiono o około 2 metry, wybudowano betonowy most i w ten sposób św. Jan Nepomucen znalazł się dużo poniżej poziomu drogi.

Trochę historii o św. Janie Nepomucenie

Wśród wielu przydrożnych kapliczek, które od wieków ozdabiają zakątki naszego regionu, często spotykamy wykutą w kamieniu lub wyrzeźbioną w drewnie charakterystyczną postać. Brodaty mężczyzna w kanciastym birecie, trzymający w rękach krzyż i palmę, to Jan Nepomucen. Figury stawiano w pobliżu rzek, stawów lub jezior, bo według ludowej tradycji ten czeski święty chronił przed klęską powodzi wsie i miasta, łąki, pola i zasiewy. Z tego też powodu bywał nazywany Janem od wody.

Patron ten był w stanie uzdatnić wodę do picia, a poza tym mógł chronić przed powodzią. Zwyczaj stawiania przydrożnych figur i kapliczek był dawniej popularny i uzasadniony wierzeniami. Tak więc na pagórkach stał św. Antoni, bo chronił przechodniów przed zgubą, a domostwa przed złodziejami, z pagórka widać bowiem dokładnie, co się dzieje dookoła. Na traktach leśnych św. Mikołaj bronił podróżnych przed wilkami. Św. Józef w opłotkach był patronem dobrej rodziny - pisał Jerzy Fijałkowski o dawnych zwyczajach związanych z ludowym kultem świętych.

Jan Nepomucen, choć obcokrajowiec, stał się wśród naszego ludu jednym z najbardziej popularnych świętych. Patron mostów, przepraw, także opiekun życia rodzinnego, orędownik dobrej spowiedzi, sławy i honoru. Proszono go również o obronę przed obmową, zniesławieniem i pomówieniem. Zachowane do dziś jego wizerunki są nieodłącznymi elementami zabytkowej małej architektury regionu. Spotykamy je oczywiście w całym kraju.

Kim był Jan Nepomucen?

Czechem, który żył w XIV stuleciu. Naprawdę nazywał się Jan Welflin. Pochodził z Pomuka, obecnego Nepomuka, miasteczka niedaleko Pragi. Stąd, rzecz jasna, jego przydomek. Jan był spowiednikiem żony króla czeskiego Wacława. Według tradycji w 1393 r. poniósł męczeńską śmierć za odmowę ujawnienia tajemnicy spowiedzi, a ciało zamordowanego księdza zrzucono z mostu Karola do Wełtawy. Wieść o mękach, jakim był poddawany Jan Nepomucen, często ubarwiana, rozchodziła się między ludźmi w następnych wiekach. W XVII stuleciu jego kult rozpowszechnił się poza granicami Czech, trafiając oczywiście także do Polski.

Jak rozpoznać Nepomuka?

Warto znać kilka najistotniejszych atrybutów Jana z Nepomuka. Przedstawiany jest najczęściej z krucyfiksem w lewej, palmą - symbolem męczeństwa - w prawej ręce. Twarz świętego zdobi broda i wąsy, zaś głowę nakrywa kanciasty biret. Znane są, co prawda, przypadki, że święty trzyma swój biret w dłoni - wystarczy zobaczyć Nepomuka w Czerwonym Moście na przedmieściach Końskich. Ma też sutannę i białą komżę, często spod komży wystaje stuła spowiednika. Czasami Nepomucen ma też książkę - symbol wiedzy teologicznej.

opracowanie: red.

Wspomnienie o pułkowniku Andrzeju Marciniaku

 


(zdjęcie ze zbiorów rodzinnych śp. A.Marciniaka)

Proszowice, 26-06-2020

Andrzej Kazimierz Marciniak urodził się 18 listopada 1947 roku w Łodzi i pochodził z rodziny patriotycznej. Przodkowie odznaczyli się dużymi zasługami dla umiłowanej Ojczyzny gdyż już dziadek brał udział w kampanii wrześniowej wraz ze swoim rodzeństwem. Ojciec pochodził z Zimiotek z rodziny chłopskiej. Rodzice poznali się w ciężkim obozie pracy na terenie III Rzeszy w 1945 roku w miejscowości Kestorf.

Ojciec znalazł się w obozie koncentracyjnym za tajne nauczanie języka polskiego i historii, należał również do ruchu oporu w grupie Armii Krajowej. Matka pochodziła z okolic Gniezna i służyła u bauera, który kazał ją obić za to, że nie chciała mówić po niemiecku, mimo iż dobrze znała język niemiecki, za co również trafiła do obozu. Ta część obozu w której się znaleźli była szczęśliwie zagarnięta przez aliantów skąd mogli nawiązać kontakt ze swoimi rodzicami, którzy wyrazili pisemną zgodę na ich ślub który odbył się 29 grudnia 1946 roku w kaplicy obozowej w Fallingbosten. Gdy tylko dowiedzieli się o możliwości powrotu do Ojczyzny, chcieli do niej wrócić mimo iż mieli propozycje pozostania w strefie wyzwolonej przez aliantów choć wiedzieli że w Polsce czekach ich bieda.

Andrzej jako dziecko był dość niesforny i nieprzewidywalny jak i pełny energii, jego największą pasją i zainteresowaniem od lat młodzieńczych było wojsko i wszystko co z nim związane. Matka mając szalone poczucie humoru żartowała, że za żołnierzem chodziłby cały dzień a do szkoły to nie. Tyle co w skórę dostał to żadne z jego rodzeństwa nie dostało. Jego wielkim zainteresowaniem była literatura o tematyce wojskowej.

Ukończył Szkołę Podstawową nr 2 w Turku, następnie Technikum Elektryczne w Łodzi i dostał się do Oficerskiej Szkoły Wojsk Rakietowych i Artylerii im. gen. Józefa Bema w Toruniu i wtedy okazało się że dopiero tam zaczął rozwijać swoje talenty i zainteresowania, które doskonalił w ciągu całego życia, głównie służby wojskowej. Jedyne trudności jakie napotkał w czasie swojej edukacji to nauka języka rosyjskiego.

Często wracał w swoich wspomnieniach i w pracy zawodowej do cytatów Piłsudskiego, Mickiewicza, Słowackiego i Asnyka. Były one dla niego swoistym natchnieniem i drogowskazem jak myśleć, co robić, co jest ważne i szlachetne. Traktował to w sposób że historia jest najlepszą nauczycielką życia i należy z niej wyciągać głęboko idące wnioski. Jednym z jego idoli na których się wzorował był marszałek Józef Piłsudski jeden z Ojców Niepodległości.

Andrzejowi bardzo imponowało i czuł się zaszczycony gdy miał okazję do spotkań z autentycznymi świadkami wydarzeń z okresu okupacji niemieckiej jak i totalitaryzmu komunistycznego. Traktował ich bardzo wyjątkowo, widział w nich natchnienie do pracy dla Ojczyzny. Bardzo cenił i chętnie słuchał relacji z przeżyć weteranów walk o wolność i niepodległość, były one drogowskazem i cenną lekcją historii. Również odnosił się z niesamowitym szacunkiem do potomków bohaterów, którzy bronili naszej Ojczyzny. Często w momentach autorefleksji przy różnych okazjach zwłaszcza uroczystości patriotycznych, żałował, że okres jego służby w wojsku nie przypadł na okres II wojny światowej.

Pełniąc funkcję Szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego, wprowadzał maniery przedwojennego oficera w prozaicznych i codziennych sytuacjach np. nigdy się nie nosząc zawsze osobiście odprowadzał ze swojego gabinetu gości a zwłaszcza tych którzy byli zasłużeni dla Ojczyzny i osoby im towarzyszące, które w większości były potomkami naszych bohaterów narodowych. Można by powiedzieć, że to wszystko łączyło się w stwierdzeniu marszałka Józefa Piłsudskiego: Ten kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości.

Podczas jednego z takich spotkań Andrzeja, z ppłk Janem Kućmierczykiem ps. Dajan stwierdził. Te wszystkie jego baretki, które nosi na mundurze są nic nie warte w porównaniu z tym co on i jego towarzysze broni zrobili dla Ojczyzny. Tak bardzo czuł powagę ofiar poniesionych podczas II wojny światowej i późniejszego zniewolenia komunistycznego co objawiło się dobrem dla Ojczyzny.

Marciniak poznaje Jana Kućmierczyka w 1997 roku, które to spotkanie miało nad wyraz symboliczne znaczenie - artylerzysta poznaje kawalerzystę, co zaowocowało błyskawiczną i dozgonną przyjaźnią. Zabrał w ten czas głos mówiąc o swojej rodzinie i wartościach patriotycznych. Andrzej był wtedy Szefem Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego. To spotkanie zmotywowało Andrzeja i zaangażował się we współpracę ze Stowarzyszeniem Żołnierzy Armii Krajowej gdzie współpracując z zarządem głównym wspierał z racji pełnionych funkcji wiele pięknych i ważnych inicjatyw jak i działań mających na celu upamiętnienia i oddanie właściwych honorów każdej uroczystości.

Każda sprawa związana z upamiętnieniem i dobrem Ojczyzny nigdy nie była mu obojętna. Andrzej pełnił również zaszczytną funkcję wiceprezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej Inspektoratu "Maria" 106 Dywizji Piechoty i Krakowskiej Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej "Bank".

W 2000 roku zorganizował specjalne spotkanie na które byli zaproszeni: Leonard Wyjadłowski ps. Ziemia były dowódca KOP-u na wschodniej granicy, Jan Kućmierczyk ps. Dajan były ułan w IX pułku ułanów małopolskich w Trembowli, Roman Witek były strzelec III pułku strzelców konnych z Wołkowyska uczestnik bitwy nad Bzurą. Głównym tematem spotkania były ich działania podczas wybuchu II wojny światowej oraz wymiana doświadczeń jako żołnierzy. Można by śmiało rzecz, że pokolenie obrońców Ojczyzny z 39 roku, spotkało się z następnym. To spotkanie było bardzo istotne ponieważ oprócz ważnego tematu głównego zaowocowało wielką przyjaźnią wszystkich rozmówców. Warto podkreślić, że Kućmierczyk jak i Wyjadłowski byli członkami 106 Dywizji Piechoty AK którą Andrzej obdarzył wyjątkową sympatią i żołnierską przyjaźnią.

Był również inicjatorem i pomysłodawcą zlotu kawalerów orderu Virtuti Militari, który odbył się po raz pierwszy w Wojewódzkim Sztabie Wojskowym w Krakowie 5 maja 2001 roku. Później inicjatywę tych spotkań przejął wójt Racławic, która była kontynuowana przez wiele lat jako ważne wydarzenie w skali kraju.

To wszystko potwierdzało wzrastającą od lat młodzieńczych fascynację wojskiem i wszystkiego co z nim związane.

Oprócz tego, że był człowiekiem twardym, żołnierzem, ojcem i przyjacielem to był też niezwykle wrażliwy, zwłaszcza gdy chodziło o sprawy Polski. Bardzo emocjonalnie podchodził też do wystąpień naszego papieża św. Jan Pawła II. Sprawy kościoła w historii Polski uważał za niezwykle istotne i to wprowadzał w życiu codziennym za co Bóg mu pobłogosławił powołaniem jedynego syna do stanu kapłańskiego.

Andrzeja łączyły z AK-wcami bardzo serdeczne więzi ze wzajemnością do ostatnich jego dni. Jako syn polskiej ziemi dobrze zasłużył się dla swej Ojczyzny, która zawsze była mu drogowskazem w każdym działaniu, była jego swoistym motorem napędowym w każdej dziedzinie.

Andrzej zmarł 1 czerwca 2020 roku w Krakowie, ostatnie pożegnanie odbyło się w kościele garnizonowym p.w. św. Agnieszki w Krakowie w dniu 4 czerwca 2020 roku. Pogrzeb odbył się 5 czerwca w Warszawie gdzie Andrzej spoczął w ojczystej ziemi, którą kochał dla której pracował i był w stanie ponieść największą ofiarę.

Cześć Twojej Pamięci Drogi Przyjacielu!

Teresa Eckhardt, Jan Wnuk ; opracował Zdzisław Kuliś

Kościół parafialny w Skorczowie
pw. Matki Bożej Częstochowskiej

(fot. Zdzisław Kuliś)

Skorczów, 8-07-2020

Pierwszym miejscem kultu dla mieszkańców tego terenu była dworska kaplica wybudowana w 1616 r. Według przekazów, kaplica ta miała być wzniesiona przez arian, a po ich odejściu przejęli ją katolicy, właściciele ziemscy. Zabytkowa kaplica stoi do dziś nieopodal kościoła.

Parafię w Skorczowie erygował 20 sierpnia 1958 r. bp Czesław Kaczmarek. W 1958 r. wybudowano inną kaplicę z myślą o odprawianiu mszy świętych. I w niej do 1975 r. były sprawowane msze św. Ziemię pod budowę kościoła przekazał bezpłatnie były dziedzic tych terenów Stanisław Ślaski.

(fot. Zdzisław Kuliś)

Kaplica z przeznaczeniem na odprawianie mszy świętych była wybudowana w czasach PRL-u. Była ona budowana jako świetlica wiejska oficjalnie, ale w myślach parafian miała zgoła inne przeznaczenie. Sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR w Kazimierzy Wielkiej był wówczas Józef Darol (Darul). Do spraw kościoła i religii podchodził bardzo tolerancyjnie i on jak również Komitet zapewne domyślali się, że to nie będzie tylko świetlica.

Pewnego razu na zebraniu aktywu w Komitecie Powiatowym omawiano sprawę kultury i jej zaplecza na wsiach. Wtedy też poruszono sprawę wtedy wybudowanego już w Skorczowie kaplicy-kościoła. Józef Darol zabierając głos poparł słuszną inicjatywę budowy świetlic i przy okazji zahaczył o Skorczów, mówiąc: żeby z tą budową świetlic nie było tak jak w Skorczowie, gdzie wieś budowała świetlicę dając przykład innym wioskom, gminom, nawet mówiono o tym w województwie. Jednakże kiedy już wymieniona świetlica była na ukończeniu wyrzucono na dach kopułę i zrobił się kościół.

W 1974 r. rozpoczęto pierwsze prace budowlane kościoła, niewielkiego, aczkolwiek takiego aby w dostateczny sposób spełniał jego rolę. Rok później kościół został przykryty dachem, a 26 czerwca 1977 r. bp Jan Jaroszewicz poświęcił nową świątynię, ostatecznie ukończoną w 1983 r. W tym też roku, 22 maja, konsekracji kościoła dokonał bp Stanisław Szymecki wraz z bpem Janem Gurdą. Polichromię wykonano w 1993 r.

(fot. Zdzisław Kuliś)

Odpust parafialny odbywa się 26 sierpnia na Matki Bożej Częstochowskiej.

Dużą popularnością cieszą się w parafii nabożeństwa poświęcone św. Ojcowi Pio. Jego wizerunek od dawna był przechowywany w świątyni. Do kościoła zostały sprowadzone relikwie Świętego.

IKP

(fot. Zdzisław Kuliś)

Figura Matki Bożej [?] z osiemnastego wieku

(fot. Zdzisław Kuliś)

Paśmiechy, 10-07-2020

Idąc śladami zabytkowych krzyży, figur i kapliczek przydrożnych rozsianych na terenie gminy Kazimiera Wielka ciekawą figurę możemy spotkać we wsi Paśmiechy na rozdrożu polnych dróg, zarośniętych krzakami, w parku podworskim. Na wysokiej skarpie jest postawiona dość pokaźna figura, jak na te lata i to w bardzo dobrym stanie. Napisy są czytelne:

Odnowiono w roku 1847 przez JP
Wystawiono w roku 1776 przez RS
[?]

Są to tylko inicjały fundatora i tego, który tę figurę odnowił. Natomiast co znaczą te inicjały, dostępne źródła o tym nie mówią. Nie bardzo wiadomo też, czy właściwie odczytuje się literę "R", a nie np. "K", bo litera R pisana wyżej w wyrazie roku wygląda całkiem inaczej. Zestawiając te inicjały z nazwiskami kolejnych właścicieli Paśmiech nie można żadnemu z nich je przypisać. Tak naprawdę to nie wiadomo kogo lub jaką świętą ta figura przedstawia. Właścicieli dworu w kolejnych latach było wielu. Jest to prawdopodobnie Matka Boska Niepokalana.

(fot. Zdzisław Kuliś)
Figura stoi na kolumnie o przekroju kwadratu. W 2019 roku mieszkańcy wsi zabezpieczyli fundament figury przed jej zawaleniem.

Pierwotny dworek modrzewiowy wzniesiony został w Paśmiechach w połowie XVIII wieku przez rodzinę Skarbek-Borowskich. Dwukrotnie przebudowywany. Dziadek ostatniego właściciela (Karol) w połowie XIX wieku dobudował z dwóch stron skrzydła, a Wacław Karwacki w 1927 roku dokonał rozbudowy, modernizacji i unowocześnienia wnętrz. Przy wszystkich tych przebudowach zachowana została architektura domu.

Dach kryty gontem, czterospadowy o dwóch wystawkach od frontu. Ganek o 4 kolumnach, w późniejszym czasie obudowany i oszklony. We wnętrzu dworu, w salonie był ciekawy kominek empirowy, a w pokoju stołowym znacznie starszy piec. Od jesieni 1944 do końca stycznia 1945 we dworze w Paśmiechach kwaterowało dowództwo 120 PP AK z jej dowódcą kpt. Romanem Zawarczyńskim ps. Sewer [St. Przybyszewski - Ziemianie, Pałace, Dwory i Dworki nad Nidzicą i Szreniawą].

Paśmiechy, parafia pw. M.B. Częstochowskiej w Skorczowie. Kiedyś w powiecie pińczowskim, obecnie na terenie powiatu Kazimierza Wielka. W XIV w. własność Spytka Melsztyńskiego, który w 1396 r. sprzedał tę wieś Iwanowi z Jedlczy. W XV w. Własność Piotra h. Lis. Od połowy XVII w. Własność Dąmbskich h. Godziemba. W latach 1789-91 własność Augusta Feliksa Jaxy Otwinowskiego (ur. 1750), burgrabiego zamku krakowskiego, który obok dworu miał młyn, browar i karczmę. W XVIII w. własność Skarbek-Borowskich. Potem własność Antoniego Pileckiego, od którego w 1861 r. majątek kupił dziadek ostatniego właściciela - Karol Karwacki s. Ignacego ur. 27 XII 1822 - zm. 9 VI 1911, żonaty z Sylwią z Łysakowskich (zm. 30 V 1901).

Z powyższych danych wynika, że od połowy XVII wieku Paśmiechy były własnością Dąbskich h. Godziemba, w XVIII wieku Skarbek - Borowskich, a potem własność Antoniego Pileckiego, który dopiero w roku 1861 majątek sprzedał Karolowi Karwackiemu s. Ignacego.

Na tej podstawie można sądzić, że figura została wybudowana w czasie, kiedy właścicielami byli Dąbscy, Skarbek- Borowscy lub Antoni Pilecki. Są to jednak przypuszczenia, bo nie znamy dokładnego roku nabycia majątku przez Skarbek - Borowskich, jak też roku w którym właścicielem stał się Antoni Pilecki.

opracował: Zdzisław Kuliś

Benefis Zdzisława Kulisia, promocja nowej książki

Zdzisław Kuliś - dostojny jubilat
(fot. CKiW Proszowice)
okładka nowej książki Zdzisława
(fot. CKiW Proszowice)

Proszowice, 2-03-2020

Jest już wydrukowany drugi tom książki Zdzisława Kulisia pt. "Przygody Franka karierowicza". Pierwszy tom został wydrukowany w roku ubiegłym i 13 września 2019 r. na spotkaniu autorskim rozprowadzony wśród czytelników.

II tom Przygód... będzie zaprezentowany na spotkaniu autorskim Jubilata połączonym z obchodami 80-lecia urodzin autora. Odbędzie się ono w okresie 10 - 20 września br. (dokładną datę podamy w późniejszym terminie). Stali czytelnicy twórczości Zdzisława mogą sobie już teraz rezerwować jeden z wrześniowych wieczorów.

Wiadomo już, że benefis rozpocznie się o godz. 17.00 w donoskim Zajeździe Słonecznym koło Kazimierzy Wielkiej. WSTĘP WOLNY!

Program uroczystości przewiduje:

  1. Wystąpienia zaproszonych gości.
  2. Piosenki w wykonaniu młodych piosenkarek z powiatu kazimierskiego.
  3. Kilka słów od autora o II tomie Przygód Franka.
  4. Występ zespołu Profitness z Proszowic.
  5. Tort jubileuszowy, lampka szampana, poczęstunek, a w nim: "stół proszowicki", jedno gorące danie barowe, ciasto wg wyboru, kawa, herbata i napoje chłodzące.
Przygody Franka karierowicza to osadzona w realiach ówczesnej wsi polskiej opowieść o wiejskim chłopaku i jego niezupełnie zawsze szczęśliwych miłościach. Przygody Franka urodzonego w pierwszym dniu wojny - 1 września 1939 roku, są bardzo ciekawe i wielu mieszkańców podobnej miejscowości znajdzie tam epizody, które mogli sami przeżyć. Młodzi ludzie mogą dowiedzieć się wiele o realiach życia w powojennej Polsce.

Urodzony w tym pechowym dniu, Franek dorastał w wiosce, w której jak i we wszystkich innych nie było elektryczności, nie było dróg utwardzonych, a odległość pomiędzy miejscowościami trzeba było pokonywać latem w niemiłosiernym kurzu, jesienią w niesamowitym błocie, a zimą niejednokrotnie po pas w śniegu, a czasami w ogóle nie można było się przemieścić ze względu na bardzo wysokie zaspy śnieżne (usuwanie ich trwało tygodniami, bo nie było sprzętu do tego celu). Jedynym sprzętem pomocnym przy tej pracy była łopata i ludzkie ręce. Bywały odcinki, że można je było obejść gdzieś obok polami, gdzie wiatr śnieg zerwał, ale objechać to już niejednokrotnie się nie dało. A czym się jeździło? W zimie saniami, a latem konnymi furmankami.

Jak jego losy potoczyły się z biegiem lat dowiemy się, gdy przeczytamy drugi tom Przygód, który ma 386 stron i trzyma w napięciu od pierwszej strony do ostatniej.

Serdecznie namawiamy czytelników do zapoznania się z jej treścią, dostarczy Wam dużo wiedzy o bohaterze i tamtych czasach oraz rozrywki w wolnych chwilach.

W książce tej na stronach 347 do 385 znajduje się ok. 80 kolorowych zdjęć, przedstawiających uczestników poprzedniego spotkania autorskiego z 13.09.2019 r. (duże zdjęcia - dwa na jednej stronie, na których powinien znajdować się każdy uczestnik tego spotkania). Książka ta może być wspaniałym prezentem z okazji imienin, urodzin oraz innych uroczystości.

Już dzisiaj ZAPRASZAMY!

red.

Szanowni Państwo

NIŻEJ PRZEKAZUJEMY ZAPROSZENIE NA BENEFIS PRZYGOTOWANE PRZEZ EWELINĘ ADAMSKĄ

Jest już wydrukowany drugi tom książki pt. „Przygody Franka karierowicza” autorstwa Zdzisława Kulisia. Pierwszy tom został wydrukowany w roku ubiegłym i 13 września 2019 r. na spotkaniu autorskim rozprowadzony wśród czytelników.

Tę książkę, czyli II tom Przygód mamy zamiar zaprezentować na spotkaniu autorskim Zdzisława Kulisia połączonym z benefisem z okazji jubileuszu 80. lecia urodzin autora, które planujemy zorganizować któregoś dnia w czasie od 10 do 20 września br. Dlatego już teraz pragniemy poinformować stałych czytelników książek jego autorstwa, abyjeden z tych dni zarezerwowali na tę uroczystość. A my już teraz

ZAPRASZAMY

na Benefis ZdzisławaKulisia z okazji jubileuszu 80.rocznicy        urodzin połączony z wieczorem autorskim II tomu      Przygód Franka karierowicza

BENEFIS

odbędzie się w dniu …..............o godz. 17 tej w

Zajeździe Słonecznym w Donosach

koło Kazimierzy Wielkiej

W programie przewidujemy:

1.Wystąpienia zaproszonych gości

2.Piosenki w wykonaniu młodych piosenkarek

3.Kilka słów od autora o II tomie Przygód Franka

4.Występ zespołu Profitness z Proszowic

5.Tort jubileuszowy, lampka szampana, poczęstunek, a w nim:

- stół proszowicki, jedno gorące danie barowe, ciasto wg wyboru, kawa , herbata i napoje chłodzące.

Wstęp wolny

PiMBibliteka Publiczna                                                                        Zdzisław Kuliś

w Kazimierzy Wielkiej

Imienne zaproszenia z podaniem dnia i godziny zostaną doręczone w odpowiednim czasie

Przygody Franka karierowicza to osadzona w realiach ówczesnej wsi polskiej opowieść o wiejskim chłopaku i jego niezupełnie zawsze szczęśliwej miłości.

Przygody to opowieść o młodym życiu wiejskiego chłopaka urodzonego w pierwszym dniu wojny, 1 września 1939 roku. Urodzony w tym pechowym dniu, Franek dorastał w wiosce, w której jak i we wszystkich innych nie było elektryczności, nie było dróg utwardzonych, a odległość pomiędzy miejscowościami trzeba było pokonywać latem w niemiłosiernym kurzu, jesienią w niesamowitym błocie, a zimą niejednokrotnie po pas w śniegu, a czasami wogóle nie można było się przemieścić ze względu na bardzo wysokie zaspy śnieżne. Niekiedy usuwanie ich trwało tygodniami, bo nie było sprzętu do tego celu. Jedynym sprzętem pomocnym przy tej pracy była łopata i ludzkie ręce. Bywały odcinki, że można je było obejść gdzieś obok polami, gdzie wiatr śnieg zerwał, ale objechać to już niejednokrotnie się nie dało. A czym się jeździło? W zimie saniami, a latem konnymi furmankami.

Jak jego losy potoczyły się z biegiem lat dowiemy się, gdy przeczytamy drugi tom Przygód, który ma 386 stron i trzyma w napięciu od pierwszej strony do ostatniej. Dlatego zapraszam czytelników do jej przeczytania, co dostarczy Wam dużo wiedzy o bohaterze oraz rozrywki w wolnych chwilach.

W książce tej na stronach 347 do 385 znajduje się ok. 80 kolorowych zdjęć, przedstawiających uczestników poprzedniego spotkania autorskiego z 13.09.2019 r., które odbyło się w lokalu, w którym teraz proponujemy Benefis.

Są to duże zdjęcia (dwa na jedną stronę), na których powinien znajdować się każdy uczestnik tego spotkania. Książka ta może być wspaniałym prezentem z okazji imienin, urodzin oraz innych uroczystości.

Z wyrazami szacunku

mgr Ewelina Adamska

Kościół parafialny w Gorzkowie
pw. św. Małgorzaty

(fot. Zdzisław Kuliś)

Gorzków, 4-08-2020

Gorzków - wieś położona w województwie świętokrzyskim, w powiecie kazimierskim (gmina Kazimierza Wielka). We wsi znajduje się parafia z drewnianym kościołem pw. Świętej Małgorzaty z 1758 r. 8 czerwca 2008 roku odbyły się tu uroczystości jubileuszowe z okazji 250-lecia świątyni z udziałem biskupa kieleckiego Kazimierza Ryczana.

Pierwsza wzmianka o kościele parafialnym pochodzi z 1326 r. Obecny kościół został wzniesiony w 1758 r. z fundacji Józefa Miroszewskiego, margrabiego krakowskiego. Kościół jest drewniany, konstrukcji zrębowej, prezbiterium jest węższe i niższe od nawy, zamknięte wielobocznie.

W rokokowym ołtarzu głównym znajduje się barokowy krucyfiks, nad nim niewielki obraz św. Małgorzaty, patronki parafii. Dwa boczne ołtarze - późnobarokowe przedstawiają kolejno: św. Józefa i Matki Bożej z Dzieciątkiem zwaną Piaskową, w metalowej sukience z początku XVII w. (wota świadczą o tradycji szczególnego kultu). Polichromia jest bardzo ozdobna. Źródła podają, iż w 1930 r. malował ją Władysław Cholewiński. Jak na warunki wiejskie jest to duża świątynia, a wrażenie szczególnego uroku potęgują malowidła ścienne, według tradycji - uczniów ze szkoły Mehoffera.

(fot. Zdzisław Kuliś)

Odpust parafialny: św. Małgorzaty - 13 lipca

Roman Mirowski tak pisze o dziejach kościoła parafialnego w Gorzkowie:

W Gorzkwi - tak zapisano nazwę wsi - w latach 1325 - 7 stał kościół drewniany, którego plebanem był Wincenty, a po nim Mikołaj. W roku 1595 wieś należała do Jana Pieniążka z Krużlowej, a parafia do dekanatu witowskiego. W drewnianym kościele pod wezwaniem św. Małgorzaty plebanował Stanisław Kryczski mając do pomocy wikarego. Z roku 1661 mamy informację, ze kościół uważano za konsekrowany, a z roku 1731, że stała przy nim zakrystia, wejścia prowadziły od południa i od zachodu, strop był malowany, posadzka kamienna.

Nie wiemy czy ów kościół spłonął, czy rozebrano go z uwagi na kiepski stan techniczny. Wiemy, że nowy powstał na tym samym miejscu gdzie stał stary i że budowa - z funduszy krakowskiego burgrabiego, Józefa Mieroszewskiego - nastąpiła w roku 1758. Dzięki wizytacji z roku 1783 i zachowanemu z niej opisowi wiadomo, że niewiele odbiegał on od dzisiejszego wyglądu. Nie było przy nim tylko obszernej kruchty południowo-wschodniej, dobudowanej dopiero w roku 1948.

Bardzo dobry stan kościoła, według tegoż opisu, w 1. połowie XIX stulecia zdecydowanie się pogorszył. Proboszcz alarmował władze administracyjne, prosił też o środki finansowe na remont. W 1928 napisał, że "dzwonnica spadła" i konieczny jest remont fundamentów świątyni, bo: "…ściany pękają w zamkach, kościół następnie się rozwodzi…". Upragniony i wyczekiwany remont nastąpił wreszcie w roku 1844. W roku 1916 wymieniono szalunki, w 1930 powstała nowa polichromia. W roku 1970 zmieniono dotychczasowe drewniane ogrodzenie na obecne, kamienne, nie pasujące do zabytkowego zespołu.

(fot. Zdzisław Kuliś)

Kościół ma kwadratowy, trzynawowy korpus i prezbiterium zamknięte trójbocznie, szerokością równe środkowej nawie. Po obu stronach prezbiterium, symetrycznie dostawione są zakrystia i skarbczyk, od frontu potężna kruchta. Druga kruchta, istniejąca już w roku 1848 (świadczy o tym planik w Dyrekcji Ubezpieczeń) stoi przy elewacji północno-wschodniej.

Kościół wzniesiono w konstrukcji zrębowej, wzmacnianej lisicami. Nakrywają go dachy o więźbie storczykowej, dwuspadowe / nad nawą i główną kruchtą i dwuspadowy z zakończeniem trójpołaciowym nad prezbiterium. Poziom okapu i kąt nachylenia połaci są jednakowe, tak więc różne są poziomy kalenic. Początkowo dach pobity był gontem, ostatnio zastąpionym przez blachę. Elewacje szalowane są deskami o układzie pionowym. Dach wieńczy sygnaturka z arkadkową latarnią nakrytą baniastym hełmem, na którym, na szczęście, ocalało gontowe pobicie.

Nawa główna, oddzielona od bocznych dwoma parami filarków, przykryta jest pozornym sklepieniem zwierciadlanym. Nad bocznymi nawami są pozorne sklepienia w kształcie ćwierćkolebki, nad prezbiterium oddzielonym okrągłołukowym otworem tęczowym jest strop z fasetami.


Z Gorzkowa pochodził Mikołaj z Gorzkowa herbu Gierałt - zmarły w 1414 biskup wileński, trzeci w historii rektor uniwersytetu w Krakowie.

Kościół drewniany pw. św. Małgorzaty z 1758 r. oraz drewniana dzwonnica z 1760 r., wpisane są do rejestru zabytków nieruchomych (nr rej.: A.189/1-2 z 12.01.1957 i z 15.02.1967).

(fot. Zdzisław Kuliś)

Miejscowość rozsławił zespół "Gorzkowianie". Działał w parafii do 2009 r. z inicjatywy byłego proboszcza ks. Andrzeja Biernackiego, który był kierownikiem, choreografem, dyrygentem i menadżerem. Zespół koncertował w Polsce i w wielu krajach Europy - głównie dla Polonii - z repertuarem zaczerpniętym z kultury ludowej i narodowej.

Jednym z ciekawszych zabytków w parafii jest maleńka kapliczka ze świątkiem z 1550 r. w Chruszczynie Wielkiej.

opracowanie: Zdzisław Kuliś

Kościół parafialny w Cudzynowicach
pw. Wszystkich Świętych

kościół w Cudzynowicach od strony południowej(fot. Zdzisław Kuliś)

Cudzynowice, 19-08-2020

Drewniany kościół liczy ponad 250 lat, choć historia obiektu sakralnego dla parafii jest znacznie starsza. Być może wiąże się ona z osiedlaniem obcych (cudzych / nowych, stąd Cudzynowice) ludzi w sąsiedztwie Kazimierzy Wielkiej, którzy chcieli zachować swoją tożsamość.

Przed wybudowaniem kościoła w Cudzynowicach wieś przez długi czas należała najprawdopodobniej do parafii Skalbmierz. Według ustnego przekazu (nie ma potwierdzenia w żadnym źródle) pierwszy kościół (przed 1326 rokiem) został wybudowany na wzgórzu zwanym obecnie Kocim Zamkiem (między drogą skalbmierską (ul. Topolska) a drogą krakowską). Kościół ten został - niewielki, drewniany, jak większość kościołów budowanych w tym czasie. Pierwsza informacja źródłowa o parafii i kościele pochodzi z 1326 r. (jest to wysokość podatku na rzecz Watykanu - "świętopietrza"). W połowie XV w. Długosz pisze w Cudzynowicach o drewnianym kościele pw. Wszystkich Świętych (ponoć kryty strzechą, choć wydaje się to bardzo mało prawdopodobne).

Trochę więcej szczegółów o kościele w Cudzynowicach dostarcza dokument wizytacji kościelnej z 1598 roku: [...] drewniany, niekonsekrowany po odbudowaniu, ściany były częściowo ze starego a częściowo z nowego drewna, miał dwa drewniane ołtarze, z których jeden jako główny był większy. Posiadał wieżę a w niej sygnaturkę, strop prosty podbity deskami, ściany czyste, dach w stanie zadowalającym. Przy kościele była również dzwonnica a w niej dwa dzwony [...]. Kościół ten był już wybudowany na placu gdzie istnie obecna świątynia (w centrum wsi, po wschodniej stronie drogi).

Stary kościół funkcjonował do początku XVII wieku, jednak upływ czasu znacznie nadwyrężył jego dach i ściany. Nastroje reformacyjne wśród parafian, pogorszenie się warunków ekonomiczne mieszkańców wsi, nie dawały już odpowiednich dochodów parafii. Dlatego w 1608 roku, ks. bp Piotr Tomicki przyłączył parafię cudzynowską do parafii Kazimierza Wielka, a w 1610 roku kościół został zamknięty, jednak kazimierski proboszcz miał obowiązek utrzymania wikariusza dla Cudzynowic.

ołtarz główny(fot. Zdzisław Kuliś)

W dokumentach kościelnych wzmiankuje się o odbudowie kościoła (1634), a w 1727 stwierdza się, iż w kościele są: [...] trzy ołtarze, ambona, jeden konfesjonał, strop i podłoga drewniana, ławki proste, ciemna drewniana zakrystia, chór stary o prostej formie, trzynaście obrazów malowanych na płótnie, srebrny krzyż, dwie mosiężne lampy i naczynia liturgiczne [...].

W 1757 r. ówczesna właścicielka Cudzynowic, Teresa z Morsztynów Ossolińska ufundowała nowy kościół drewniany o konstrukcji zrębowej, który przetrwał do obecnych czasów (został on wybudowana na miejscu rozebranej w 1757 roku starej świątyni). 20 czerwca 1762 roku nowa fara została konsekrowana jako kościół parafialny przez krakowskiego biskupa, Ignacego Kajetana Sołtyka (kuzyna dziedziczki i fundatorki), który z okazji poświęcenia kościoła ofiarował parafii srebrną, pozłacaną, barokową monstrancję, relikwiarz zawierający kawałek drzewa z Krzyża Świętego oraz relikwie św. Antoniego Padewskiego.

Część wyposażenia przeniesiono ze starego kościoła. W 1826, 1849 i 1891 roku kościół remontowano, w 1913 roku pomalowano wnętrze, po II wojnie światowej zbudowano skarbczyk. W 1992 roku gont wymieniono na miedzianą blachę. W 1993 roku odnowiono dzwonnicę, w latach 2002-2003 malowidła na stropie prezbiterium, w 2010 roku trzy XVIII - wieczne drzwi, a w 2011 roku strop i polichromie w nawie oraz wykonano posadzkę, uzupełniono zniszczone lisice i deski okapowe na elewacjach, naprawiono cokół i wykonano opaskę z kostki granitowej.

Jako rocznicę poświęcenia kościoła książę biskup Sołtyk wyznaczył pierwszą niedzielę po św. Antonim (po 13 czerwca)<